Jak w obecnej sytuacji zweryfikować swoje plany biegowe?

plany biegowe

Miałem to już wcześniej napisać, ale sytuacja w Polsce jest tak dynamiczna, że ciężko cokolwiek planować. Jednak nie ma co czekać w nieskończoność. Znaleźliśmy się w naprawdę trudnej sytuacji. Jednak to nie znaczy, że mamy leżeć z założonymi rękoma i czekać.

Na początek chciałem jeszcze zaznaczyć, że naprawdę świat (nam biegaczom amatorom) się nie zawalił. Naprawdę są gorsze rzeczy niż odwołanie zawodów czy brak treningów grupowych. Więc spokojnie. Każdy jest zły, ale mamy sytuację jaką mamy i musimy się dostosować. Widzę jak Adam Kszczot kręci w domu na Romecie a Marcin Lewandowski pożyczył bieżnię i robi rozbiegania w domu. Sytuacja śmieszna ale dla nich naprawdę tragiczna. Dla nas to tylko pasja i zabawa. Pamiętajcie o tym.

I proszę Was. Jeżeli chcemy zminimalizować ryzyko, to weźmy się w garść i postępujmy według zaleceń. Naprawdę uważam, że siedzenie w domu jest najmniejszym poświęceniem. I nie mogę się nadziwić jak wiele osób nie może na niej wysiedzieć kilka dni. Nie mówię tutaj o osobach samotnie biegających, rodzinach spacerujących gdzieś w mało zatłoczonych miejscach. Ale do jasnej cholery, wzywanie do wspólnych treningów w mediach społecznościowych? Weźcie się w garść. Nie po to miliony Polaków stara się nie dopuścić do sytuacji którą mamy we Włoszech czy Hiszpanii, żeby takimi zachowaniami wszystko zaprzepaścić. To tak tytułem wstępu. A teraz przechodzimy do biegania. Co możemy teraz zrobić?

Nic nie robić :)

Nie polecam. Oczywiście możemy się roztrenować. Poleżeć bykiem miesiąc i zjeść te wszystkie konserwy które mamy w lodówce :D Ale w obecnej chwili nie jest to najlepszy pomysł. Tak naprawdę nie doszliście do szczytowego momentu przygotowań. Przynajmniej zdecydowana większość z Was. Więc teraz zupełne odpuszczenie trochę nie ma sensu. Poza tym bardzo źle wpływa na głowę. Jednym zdaniem. Nie radzę.

Trening na przeczekanie

Całkiem dobrym rozwiązaniem jest trening na przeczekanie. Nawet nie musicie zmieniać objętości, chyba, że była bardzo duża. Natomiast darujcie sobie wszelkie ciężkie treningi. Nie wiem czy jest sens teraz się zarzynać skoro nie wiadomo, kiedy wystartujecie. Zdrowe to nie jest, ryzyko kontuzji wzrasta. Ja bym poszedł w trening typowy dla budowania bazy biegowej, o której już nie raz pisałem. Tak naprawdę może on trwać tygodniami. Im dłużej tym lepiej, bo nasz organizm staje się odporniejszy i lepiej przystosowany na mocne bieganie. Po tym 10 tygodni mocniejszego biegania i możecie robić życiówki.

Trening uzupełniający

No w końcu macie na niego czas. Nic nie startujecie, więc warto teraz trochę potrenować. Na zawody nie będzie to miało wpływu bo ich nie ma. Nie zapomnijcie przy tym o rolowaniu i mobilizacji. Taki zestaw wykonywany przez 2-3 miesiące naprawdę może niesamowicie poprawić Wasze możliwości wysiłkowe. Tylko bez szaleństw. Wdrażajcie się stopniowo, powoli. I jeżeli biegacie naprawdę dużo, trochę zmniejszcie kilometraż, żeby mieć więcej czasu na regenerację. Najlepiej sesję biegową zastąpić treningiem uzupełniający. Przynajmniej jedną.

Trenujemy dalej tak samo

Sam to rozważałem. Dalej trenujemy jak gdyby nigdy nic. Na koniec możemy stanąć gdzieś na asfaltowej drodze z GPS i zaatakować „życiówkę”. Nie powiem, że to zła opcja. Wiele osób musi mieć jasny cel wynikowy i to ich trzyma w ryzach. Inaczej wpadną do grupy „Nic nie robić :)”. Tutaj nie ma co pisać, dalej robicie to co zawsze. Ale jak planowaliście maraton, to proszę Was, nie testujcie się gdzieś w lesie. To jest olbrzymi wysiłek. Robienie tego, żeby sobie coś udowodnić moim zdaniem nie ma sensu. Wolałbym zrobić cały cykl, pobiec półmaraton albo 30 km w tempie maratonu. Roztrenowanie i dalej lecę z nowymi przygotowaniami. Bez przeciążania organizmu do granic.

Pracujemy nad słabościami

O treningu uzupełniającym już mówiłem :) U mnie będzie to praca nad wytrzymałością szybkościową i tempową. Czyli zawody 5-10 km. Nigdy nie miałem na to czasu, bo zawsze zaraz był Wings albo maraton. No to teraz mam. Chcę się poprawić na tych dystansach. Koryguje przygotowania. Zmieniam jednostki treningowe. Teraz powinienem już klepać długie i bardzo długie drugie zakresy, biegi z narastającą prędkością. A raczej pozbędą się ich z planu i postawię na krótsze odcinki.

Rezygnujemy z bardzo obciążających treningów

Teraz trening powinien być najcięższy. Bardzo długie biegi. Ciężkie akcenty. Duża objętość ciężkiej pracy. Jednak w obecnej sytuacji nie jest nam to potrzebne. Więc lepiej zwyczajnie pozbyć się bardzo długich biegów. Nie robić akcentów na dużych objętościach. Są to treningi obarczone dużym ryzykiem przeciążeń. W obecnej sytuacji nie warto.

Jak to wygląda u mnie?

Na początku miałem kryzys. Dwa dni nic nie robiłem. Potem jakieś rozbiegania bez większego celu. Jednak szybko się ogarnąłem i zacząłem działać. Raczej cofnę się na początek przygotowań maratońskich. Teraz w planach miałem takie kwiatki jak 7x2km, 40 km drugiego zakresu itd. Boli na samą myśl. Nie ma sensu tego robić. Spokojnie postaram się poprawić na 5 i 10 km. Do tego zmniejszę objętość i postaram się ;) dorzucić trochę treningu uzupełniającego. Bo ręce mam ulane jakbym był z plasteliny :) I chyba tyle. Żyję nadzieją, że w czerwcu już coś pobiegamy. A jak nie, kombinuje dalej. Zawsze mówię, że to co chce nabiegać na pół roku nie jest szczytem moich marzeń. Więc trenuję. Odhaczam wykonaną robotę i trenuję dalej chcąc być jeszcze lepszym.

Podsumowanie

To ciężki czas dla biegaczy, ale musimy się w nim odnaleźć. Jeżeli jesteś zagubiony, najlepsze co możesz zrobić to zacząć trening budowania bazy biegowej. Wielokrotnie pisałem o tym na blogu. Na pewno zalecam odpuszczenie najtrudniejszych sesji treningowych. Nie ma sensu przeciążać teraz organizmu i narażać się na kontuzje. No i dorzućcie trening uzupełniający! A najgorsze co możecie zrobić, to nie robić nic. Człowiek wtedy tylko wariuje. Więc głowy do góry i do dzieła!

More from Bartosz Olszewski

3-Peat. Relacja w Rimini Marathon 2014

Nie mogłem się powstrzymać i musiałem zacząć od 3-Peat. To w podzięce...
Read More