II Bieg Kazimierski – Pobiec i zakochać się w Kazimierzu Dolnym

bieg kazimierski
Marian Woronin, LEGENDA!

Ostatni raz byłem w Kazimierzu Dolnym, kiedy jeszcze jeździłem w wózku. Niewiele pamiętam, tylko koguty maślane. Zawsze polecany na weekendowe wypady, zachwalany, podobno pięknie położony z pięknym rynkiem. Trafił się II Bieg Kazimierski im. Jana Pawła II, ja byłem na roztrenowaniu, zostałem poproszony o patronat nad biegiem. Stwierdziłem, czemu nie. Jak się okazało nie tylko zauroczył mnie bieg, ale również sam Kazimierz Dolny.

Nie miałem zamiaru się ścigać. W końcu mogłem pobiec zwyczajnie dla przyjemności. Zgodziłem się prowadzić grupę na 50 minut. Miałem też bojowe zadanie poprowadzić rozgrzewkę. Trochę się tym wszystkim stresowałem, bo normalnie u mnie godzina przed startem wygląda jednak zupełnie inaczej. Gdzieś schowany, pełna koncentracja, skupienie. Tutaj dopiero zobaczyłem, jakim echem w Polsce odbił się bieg Wings for Life World Run. Nie było końca gratulacjom i pamiątkowym zdjęciom. Ale wróćmy do początku.

Na starcie biegu byliśmy z Kasią o 12:00, odebraliśmy pakiety z koszulką techniczną i dezodorantami od adidasa. Była piękna pogoda, bieg startował z samego rynku. Naprawdę Kazimierz wyglądał pięknie. Zadbany z bardzo przyjemnymi knajpkami. Cały rynek był dla biegaczy. Duża scena, przestrzeń do wypoczynku przed i po biegu, strefa cateringu (nie wiem co dawali po biegu, bo rzuciłem się na krówki i koguta :) ). Równo o 13:05 nastał czas rozgrzewki.

Nawet nie wiecie jak się stresowałem. U mnie rozgrzewka to przeważnie 10 minut biegu + 4 przebieżki :D Ale myślę, że się udało. Przede wszystkim rozgrzaliśmy stawy, trochę dynamicznego rozciągania, na koniec kilka skipów w miejscu i ruszyliśmy w strefy startowe. Ja dostałem balonik jako jedyny zając na biegu.

Rozgrzewka, był stres, ale chyba wszystko się udało :)

Trasa do łatwych nie należy. Jest to 10 kilometrów i posiada atest PZLA. Pierwsze 5 kilometrów wznosi się cały czas lekko do góry, żeby po 4 kilometrze chwilowe nachylenie sięgnęło 10%! Natomiast później wracamy tą samą drogą. Więc do mety mamy cały czas z górki. Uwielbiam biegi, gdzie biegacze się mijają. Mogą się pozdrawiać, kibicować, życzyć powodzenia. To zagrzewa do walki i tworzy świetną atmosferę. Bedą trochę po 4 kilometrach zoaczyłem Kasię pędzącą z góry. Była druga i ostatecznie na tej pozycji dobiegła na metę! 

5 Kilometrów zrobiliśmy w czasie 26:05 Więc sporo starty, ale jak mówiłem, cały czas pod górę. Takie było założenie. Natomiast już 6 kilometr cały z góry wyszedł bardzo szybko. Trochę odetchnąłem, bo przestraszyłem się, że nie damy rady tych 50 minut nabiegać.

Biegnie się cały czas asfaltem. Chwilami na początku i na końcu kostką brukową. Czasem przy drodze można zobaczyć miejscowych kibiców. Najbardziej śmiać mi się chciało z babiny w chuście na głowie, takie starszej poczciwej pani. Stała przy płocie i iPhonem w ręku i robiła zdjęcia. Znak czasów :D

Kibiece :D

Na metę wpadliśmy w czasie 49:59. Ostatnie 200 metrów to już był finisz. Wszyscy zadowoleni. Bieg bardzo mi się podobał i szczerze Wam go polecam. Po biegu wszyscy zebrali się na rynku, można powiedzieć, że trwała impreza biegaczy. Przede wszystkim super atmosfera. Organizacyjnie również ciężko byłoby się do czegoś przyczepić. Trzy punkty z wodą, dobrze oznaczona trasa. Świetna strefa startu i mety. Posiłek po biegu. Takie moje lekki zboczenie zawodowe. Trzeba popracować nad stroną. Na pierwszej stronie zamiast cennika i info o zapisach (jest już po biegu) powinny być wyniki i pierwsza galeria z biegu. Tego zawsze szukają biegacze zaraz po zawodach i takie informacje powinny być na samym środku strony, tak, żeby po sekundzie wpadało w oko.

No i moja grzywa się załapała…

Przy okazji przypomniałem sobie, jak fajne potrafią być takie lokalne imprezy. Kiedyś biegałem ich bardzo dużo. Przede wszystkim ze względu na klimat i atmosferę. I chyba czas wrócic do takich imprez. Dla jednych mogą być walką o życiówkę, dla innych formą spędzenia aktywnie dnia (tak jak dla mnie wczoraj) a jeszcze dla kogoś świetnym treningiem do startu docelowego. Osobiście na tyle spodobał mi się bieg i sam Kazimierz Dolny, że dałem się namówić organizatorowi DEM’a Promotion Polska na III Bieg Konstanciński im. Piotra Nurowskiego. 25 czerwca, również 10 kilometrów, płasko i z atestem PZLA. No cóż, tam już chyba będzie wypadało powalczyć o wynik. Kazimierz mnie zauroczył, Konstancin i jego okolice znam i już dziś mogę Wam powiedzieć, że na pewno się nie zawiedziecie. Do zobaczenia a je lecę trenować. Zostało tylko 40 dni ;)

More from Bartosz Olszewski

Weekend z Kalenji w Nicei

Wczoraj pisałem relację z biegu Prom Classic. Jednak to były tylko 33...
Read More