Findfocus – czyli jak motywuję się przed ważnymi zawodami

Findfocus

Większość z nas ma jakieś swoje rytuały przedstartowe. Potrafią nas motywować, pomagają znaleźć koncentrację, skupienie, naładować pozytywną energią. Jako, że nie jestem wyjątkiem w tej materii, również mam swój „poranny zestaw”, którego staram się trzymać przed każdym ważnym startem.

1) Poranny spacer

Jestem zaraz po śniadaniu, jeszcze trochę zaspany. Czas się pobudzić i przypomnieć sobie co nas za chwilę czeka. Nie ważne jaka jest pogoda za oknem. Zakładam słuchawki, rozkręcam muzykę na maksa i idę na 20 minutowy spacer. Staram się skupić na czekającym mnie zadaniu, ale przede wszystkim wizualizować zamierzone cele. Zamykam oczy i widzę jak pokonuję metę w założonym czasie. Jak wygrywa zawody. Jak uciekam konkurencji. Przy tym naprawdę skupiam się na tych momentach, chwilami potruchtam, zrobię jakiś element rozgrzewki. Cały czas staram się być mocno skupiony.

Przeważnie jestem tak naładowany energią, że już mógłbym wystartować. Ale to dopiero początek. Do startu jeszcze zostały dwie godziny. Wracam do domu, pakuję rzeczy i powoli wybieram się na start.

2) Wyciszenie

Przed rozgrzewką staram się od wszystkiego i od wszystkich uciec. To jest czas dla mnie. Chowam się gdzieś w kąt, zakładam kaptur i wkładam słuchawki do uszu. Ponownie gra muzyka, teraz tak głośno na ile pozwala mój telefon. Siedzę spokojnie i koncentruję się przed startem. Można powiedzieć, że rozmawiam sam ze sobą. Przypominam sobie wszystkie treningi, setki godzin wylewania potu i wiem, że nie mogę teraz odpuścić.

Zawody to olbrzymi stres. To przełamywanie własnych barier, walka z bólem i zmęczeniem. Można powiedzieć, że staram się pójść z własną głową na kompromis. Przekonać mózg, że to tylko chwilowe zmęczenie. Później zrobimy sobie długi urlop. Kiedy zegarek pokazuje, że do startu pozostało 30 minut, ruszam na rozgrzewkę.

findfocus_2

3) Rozgrzewka

Ponownie, to chwila dla mnie. Czasem rozgrzewa się z kimś, ale raczej nic nie mówię. Często dalej ze słuchawkami. Skupiam się na własnym organizmie, na pracy mięśni, na tempie i technice biegu. Zerkam na zegarek, patrzę jakie jest tempo, w jakiej jestem formie. Po maksymalnie 10 minutach truchtu staram się zatrzymać i robię kilka wymachów nóg, rak, szybkie rozciąganie dynamiczne. Jeszcze 3 – 4 przebieżki, zrzucam dres i stają na starcie.

4) Start

Ciężko mi zachować skupienie. Raczej wszyscy mnie zagaduję, ale chyba sami widzą, że myślami jestem gdzieś z boku. Zaraz usłyszę wystrzał startera. Uwielbiam stać na starcie Maratonu i Półmaratonu Warszawskiego. Z głośników leci Sen o Warszawie, a mi potrafi polecieć łza z oka. Jeszcze kilka mocnych uderzeń dłońmi w uda. Kilka głębokich oddechów. BUM! I lecimy, w pełni skoncentrowany, świadomy swoich możliwości, gotowy na maksymalne poświęcenie. Teraz już nie myślę o niczym, biegnę w skupieniu, czekam na linię mety.

PS – w tym roku tylko raz mój dzień tak wyglądał. Nie warto przesadzać. Robiąc coś takiego codziennie, taki rytuał straci na wartości i niewiele wniesie. A pamiętajcie, musicie poczuć wielkość chwili. To ma być coś wyjątkowego, coś co zdarza się tylko raz na jakiś czas.

PS2 – Ja się z Wami podzieliłem, teraz czas na Was ;)

Powiązany wpis: Czego słucha WarszawskiBiegacz przed zawodami?

To moja stara playlista. Już usunąłem Lady Gage, żebyście nie popękali ze śmiechu :)

Photo: EyePic – Photo

More from Bartosz Olszewski

38. PZU Maraton Warszawski – kilometr po kilometrze

Prosiliście, prosiliście i wyprosiliście. Czas wirtualnie pokonać trasę 38. PZU Maratonu Warszawskiego...
Read More