Dzienniczek treningowy – przedostatni tydzień

jak unikać kontuzji

Do startu w kolejnym maratonie pozostał jeszcze tydzień. Po Maratonie Warszawskim już odpocząłem, zarówno psychicznie jak i fizycznie (przynajmniej tak mi się wydaje). Biega mi się całkiem nieźle. Problemem jest tylko chęć odpoczynku. Prawdę mówiąc nie chce mi się powoli wychodzić na treningi, chcę w końcu odpocząć. Po Lucernie definitywnie robię przerwę od biegania. A ponieważ jest wiele próśb o pokazanie mojego treningu to prezentuję mój dzienniczek treningowy, a konkretnie przedostatni tydzień.

Postaram się opisywać każdy dzień, żeby nie był to tylko kolejny bezsensowny zapis, który nic nie wnosi. Takich są tysiące i nie wynikają z tego żadne korzyści. Mam nadzieje, że na podstawie moich zapisków będziecie w stanie się czegoś nauczyć. Jak macie jakieś pytanie, wątpliwości to śmiało piszcie w komentarzach. Jak tylko będę miał czas to na pewno odpiszę. A więc tydzień wyglądał tak:

Poniedziałek – 27 km w drugim zakresie po 3:41. To był ostatni naprawdę mocny akcent przed maratonem. Biegło mi się rewelacyjnie, lekko. Zarówno nogi jak i płuca spisały się na medal.

 

Wtorek – wolne. Miałem za sobą zawody w weekend i 27 w poniedziałek. Czułem się bardzo dobrze, ale postanowiłem nie ryzykować i odpocząć. W sezonie przygotowawczym na pewno wyszedł bym na jakieś 10 km Easy. Ale maraton jest za blisko.

Środa – 13 km Easy, tempo jakoś po 4:30 – 4:40, strasznie zasypiałem. Wyszło zmęczenie po pracy. Jakoś ten dzień przerwy nie przysłużył się szybkości, ale nogi miałem wypoczęte. Nic też za bardzo nie bolało więc byłem dobrej myśli.

Czwartek – 14 km w tym 3*mila Interwał z przerwą 2 – 3 minuty i powtórka ze środy. Dalej zmęczony po pracy. Nie tyle fizycznie to psychicznie chyba. Nic mi się nie chciało. Te interwały zrobiłem bo to świetny trening na takie ostatnie „rozruszanie nogi” przed maratonem. Tempo jakoś po 3:15, szybciej już bym się strasznie katował. Nie było mi to potrzebne. Ale zachwycony tym treningiem być nie mogłem.

Piątek – 8,5 km Easy po 4:10 – Bardzo dobrze mi się biegło, regeneracja po interwałach, już trzeba się mocno koncentrować na odpoczynku przed maratonem.

Sobota – 13 km Easy po 4:00 – Oj leciałem :) Jak by zawsze treningi tak wyglądały to bym naprawdę był niesamowicie szczęśliwy.

Niedziele – 19 km drugiego zakresu po 3:43 – Było słabo! To już mój ostatni długi bieg przed maratonem. Optymalny, żeby jeszcze coś wnieść do formy, ale też w 100% po nim wypocząć. Niestety całe południe połaziłem po sklepach (pewnie ze 3 godziny). Dzień wcześniej poszedłem spać po 2 w nocy. Wyszedłem biegać ok 15:00 i się odbiło na dyspozycji dnia. To pokazuje jak wszystko ma wpływ na nasz trening. Miałem zrobić 21 km ale skróciłem, byłem wyczerpany energetycznie, nogi nie chciały biec. Oczywiście zmęczył bym ten trening, ale nie o to chodzi. Wolałem skrócić i spokojnie odpocząć. Nogi miałem strasznie obolałe. Pojeździłem trochę na wałku, poleżałem w łóżku i dziś (poniedziałek) jest już dużo lepiej.

 

To tyle. Wyszło jakieś 90 – 100 km, jak na mnie to naprawdę bardzo mało. Został ostatni tydzień. Dziś zaczynam dietę białkowo – węglowodanową. Jak zwykle łatwo nie będzie. Pewnie w środę będę się już potykał o własne nogi :)

More from Bartosz Olszewski

Bieganie z pulsometrem – trzy podstawowe błędy początkującego biegacza

Pulsometr to świetne narzędzie. Dostarcza nam bardzo pożytecznej wiedzy o naszym organizmie....
Read More