Dokąd zmierza ten sport?

doping

Niestety, ale po całych seriach afer dopingowych w sportach siłowych, w kolarstwie i wśród sportowców dyscyplin szybkościowych, przyszedł czas na bieganie długodystansowe. Od kilku miesięcy afera goni aferę. Wpadają nie tylko Europejczycy, ale również zawodnicy z Afryki, i to Ci najlepsi. Rekord goni rekord, wpadka goni wpadkę. I do tego wszystkiego właśnie wybucha afera z Alberto Salazarem i Nike Oregon Project.

Obawiam się, że afera z Salazarem może być największą aferą tego typu w bieganiu długodystansowym. Nie ze względu na skalę. Ale Alberto Salazar, Mo Farah czy Galen Rupp to są symbole. Cały Nike Oregon Project jest symbolem. Przykładem tego, że można rywalizować z zawodnikami z Afryki wychowując się i trenując w Wielkiej Brytanii, czy będąc białym. Salazar jest symbolem ciężkiej, wręcz katorżniczej pracy i absolutnej perfekcji w dążeniu do celu. Ci zawodnicy, ten trener, są idolami milionów. Podobnie jak Lance Armstrong. Wszyscy brali, ale to on poniósł największą cenę, bo to on był wzorem, zwycięzcą, idolem.

Nie chce oskarżać nikogo o doping. Bo i nic nie zostało tak naprawdę udowodnione. Co wiemy po ostatnich rewelacjach BBC oraz po zeznaniach ludzi współpracujących z Salazarem? Wiemy, że nie cofnie się przed niczym, żeby odnieść wygraną. Ja to wiedziałem, po przeczytaniu „14 minut” jego autorstwa. Wiemy, że nagina prawo i przepisy WADA do granic możliwości. To nie jest nic nowego. Cały sportowy świat tak robi. 90% kolarzy ma listę chorób, która predysponuje ich raczej do trumny niż do przejechania Tour de France. Ale mają furtkę do zażywania przeróżnych lekarstw w razie potrzeby.

Grupa Oregon Project kombinowała ze wszystkim. Zatrudniała najlepszych ekspertów w swoich dziedzinach. Wprowadzała bieżnie antygrawitacyjne. Biegali pod wodą. Więc nie dziwi mnie, że na polu medykamentów też działają bardzo aktywnie. Wiem, że to brutalne i nieetyczne, ale kto powiedział, że sport na najwyższym poziomie w dzisiejszych czasach jest etyczny?

W tej chwili jeszcze nic nie wiadomo. Nikt tak naprawdę nie oskarżył grupy Salazara o doping. Natomiast wszystkie wypowiedzi dotyczą nieetycznego działania. Naginania przepisów. I zwyczajnie działania wbrew duchowi sportu. Smutne to, podziwiałem tych sportowców. Rupp był dla mnie symbolem. Dalej będę mu kibicował, ale czy spojrzę na niego jeszcze kiedyś w ten sam sposób? Raczej nie. W sumie to zawodnicy w tej całej aferze mogę być największymi ofiarami.

Mo Farah w sumie nie został o nic posądzony. Nikt nic mu nie zarzucił, nikt go o nic nie oskarżył. Ale czy oglądając zawody, gdzie triumfuje, ktoś uwierzy, że robi to bez jakiś „dopalaczy”? Cień został rzucony. W dodatku teraz wycofuje się ze startu w swoim kraju, ucieka do USA i zwala się na niego krytyka całego biegowego świata. Co gorsza dla niego, zaczynają krytykować go jego kibice.

I teraz trochę odchodząc od tematu, w tym wszystkim widzę też dużą hipokryzję ludzi, kibiców, dziennikarzy. Sami to wszystko napędzamy. Czekamy na jakieś niesamowite osiągnięcia, nowe rekordy. Bieganie po wygraną zwyczajnie nas nudzi. Ma być coś nowego, coś nieosiągalnego wcześniej. Rekordy, nadludzkie osiągnięcia. I to się właśnie dzieje. Padają rekordy w maratonie. Mo biega ostatnie okrążenie biegu na 10 km w jakimś sprinterskim czasie. Sprinterzy przeskoczyli epokę w biegach na 100 i 200 metrów. A nam ciągle mało. Jak napiszę, że złamanie dwóch godzin w maratonie jest nieosiągalne, to wszyscy mówią, że to kwestia treningu i odżywiania. Jednocześnie nie potrafią zrozumieć, że wynik poniżej 2:04 to nie tyle jest kwestia wręcz idealnego treningu, odżywiania i regeneracji. Ale przypuszczam, że czasami czegoś więcej.

Jak po serii wpadek dopingowych w kolarstwie peleton znowu zaczął wyglądać, jak zwyczajni ludzi z krwi i kości, to już oglądalność nie ta. Bo każdy narzeka, gdzie te pojedynki Armstronga z Pantanim? Gdzie te ucieczki, zrywy? Nuda, nawet nie ryzykują ataku. Jakby nie rozumiejąc, że to są ludzie i organizm już szybciej i mocniej nie może. Ale sami sobie urządzamy te Igrzyska. Żądamy widowiska na poziomie, sponsorzy chcą widowiska na poziomie, menadżer chce, żeby był show. A sportowiec ma często dwa wybory. Albo odejść i stać się nikim. Albo iść ciemną stroną i zostać idolem milionów. Jesteście przekonani, że wybralibyście drogę etycznie czystą?

Nie wiem jak zakończy się afera z Oregon Project i Alberto Salazarem. Mam nadzieje, że to już wszystko czego mieliśmy się dowiedzieć. Niestety ta afera, jak żadna inna wcześniej, wpłynęła na mój wizerunek biegania zawodowego na światowym poziomie. Bo tak jak Livestrong było symbolem milionów, tak samo Oregon Project to było coś więcej niż tylko bieganie. Tu już nie chodzi o to, że ktoś oszukiwał rywali z bieżni. Oszukani czujemy się my, kibice.

Cała afera nie przysłuży się też chyba firmie Nike. Na początku był Lance. Później podpisali kontrakt z Gatlinem. A teraz to. Wizerunkowo wygląda to strasznie. Sam jestem ciekawy jak zareagują na tę sytuację. Bo jak tak dalej pójdzie, to z symboli, zostanie im już tylko Roger Federer.

Chciałbym to jakoś pozytywnie zakończyć, ale chyba się nie da. Niestety mam świadomość tego, że sport zawodowy, to coraz częściej rywalizacja o to, kto jest lepszym oszustem. Kombinowanie i prześciganie się w naginaniu zasad. A wiecie kogo mi w tym wszystkim najbardziej szkoda? Tej garstki uczciwych, wybitnych sportowców. Którzy przegrywają na tym podwójnie. Bo nie dość, że muszą uznać wyższość swoich „sprytniejszych” rywali, to jeszcze przez kibiców są stawiani na równi z nimi. W nagrodę dostają tylko wewnętrzny spokój i świadomość tego, że mają czyste sumienie. Na szczęście są jeszcze sportowcy dla których to coś więcej niż nawet medal Igrzysk Olimpijskich.

 

More from Bartosz Olszewski

Charytatywne bieganie w Lesie Kabackim

Zamierzam jutro startować w zawodach GP Warszawy jako kolejny mocny trening przed...
Read More