„Dogonić Kenijczyków” – recenzja

Dogonić kenijczyków

Przez dłuższy czas nie mogłem się zebrać do opisania tej książki. Premiera „Dogonić Kenijczyków” była w kwietniu, więc pewnie kto miał przeczytać to przeczytał. Ale może jest jeszcze ktoś, kto się zastanawia, czy warto jej oświęcić trochę czasu. Albo czy odkryje jakąś większą prawdę związaną z bieganiem w Kenii, dzięki której jego wyniki poszybują w górę, waga spadnie do 50kg? O czym jest ta książka, komu powinna się spodobać, a komu nie? O tym w dość krótkim tekście poniżej.

 

Książkę napisał niejaki Adhararanand Finn. Imię zawdzięcza rodzicom, którzy zahaczyli o tzw. dzieci kwiaty :) Dobrze, że moi rodzicie nie mieli aż tak abstrakcyjnych pomysłów na moje imię. Chociaż z opowieści babci wiem, że też mogło być niewesoło. W końcu tata fascynował się starożytną Grecją i Rzymem… Ale wracając do autora, postanowił on zmienić coś w swoim życiu, odkryć tajemnicę szybko biegających Kenijczyków. Dogadał się z rodziną i chwilę później byli już w Iten. Zaczęła się przygoda w poszukiwanie prawdy o niesamowitych biegaczach z Czarnego Lądu.

Książka nie przedstawia konkretnych treningów, planów. Nie jest zapisem reżimu treningowego, nie dowiemy się dokładnie co i jak biegają Kenijczycy. W moim przekonaniu nie odkrywa też żadnych większych sekretów. Wszystko to zostało już powiedziane i spisane. Autor na początku książki stawia sobie za cel poprawienie swoich wyników. W trakcie pobytu stara się postępować dokładnie tak jak biegacze z Afryki co ma mu pomóc w uzyskaniu niezwykłej formy w szybkim czasie. Ale im dalej w książkę tym bardziej widać, że jednak coś nie do końca tak to miało wyglądać. Treningi z samego rana, odżywianie zgodne z kenijskim (ugali, herbatka, warzywa), bieganie naturalne (ja to wolę nazywać bieganie ze śródstopia bo np. dla mnie ono nie jest naturalne jak mam buty na nogach :) ), treningi na wysokości. I co prawka Finn biega szybciej i szybciej ale założę się, że pod okiem trenera w rodzimej Anglii szybciej doszedł by do lepszych wyników.

Więc jeżeli ktoś myśli, że dowie się czegoś fascynującego o samym bieganiu to niestety, ale spotka go zawód. Co mi się za to bardzo podobało, to to, że autor obala wszystkie mity odnośnie Kenijczyków i ich wyników. Świetnie podsumowuje to w pewnym momencie trener Davida Rudishy, Colm O’Connell który wręcz zdenerwowany mówi, że nie ma żadnej tajemnicy. Że oni zwyczajnie są zdeterminowani i ciężko na swoje wyniki pracują. Śpią, jedzą, trenują i myślą tylko o tym, żeby być najlepszymi. To jest ich tajemnica na sukces.

Natomiast książka na pewno spodoba się osobom które lubią czytać książki podróżnicze a przy okazji lubią biegać. Wtedy to strzał w dziesiątkę. I tak do tej książki trzeba podejść. Raczej jak zapis pewnej przygody z Iten. Reportaż przedstawiający codzienne życie w Kenii. Tamtejsze zwyczaje, zasady postępowania, miłość do biegania. I z takim nastawieniem radzą sięgnąć po tą książkę, na pewno się wtedy nie zawiedziecie. Bo w gruncie rzeczy to całkiem fajna i przyjemna lektura! :)

More from Bartosz Olszewski

Biegowe cele na wiosnę 2017

Mówią, że spisane rzeczy, w dodatku przedstawione innym osobom, bardziej motywują i...
Read More