Dick Beardsley – Rocky wśród maratończyków

dick beardsley

Pewnie niewielu z Was o nim słyszała. Dick Beardsley, amerykański biegacz długodystansowy, maratończyk. Przeszedł do historii maratonu dzięki swojemu niesamowitemu pojedynkowi z Alberto Salazarem w Maratonie Bostońskim, w 1982 roku. Bieg na podstawie którego powstała książka „Duel in the Sun” do dziś przez wielu uważany jest za jeden z najwspanialszych (jak nie najlepszy) pojedynków w historii maratonu.

Dick Beardsley nie trenował lekkiej atletyki od małego. W ogóle nic o niej nie wiedział. A chcąc zapisać się w szkole do sekcji biegów trailowych spytał się trenera czy podczas biegu można łapać rywali (pamiętajmy, że każdy dzieciak marzy o tym, żeby grać w football amerykański :) ). Furory w tych biegach nie zrobił. W maratonie zadebiutował w 1977 roku z czasem 2:47 Później dwa razy pobiegł 2:33 i poprawił się na 2:31 Co ciekawe do dziś jest w księdze rekordów Guinessa jako maratończyk, który w kolejnych 13 maratonach robił życiówki.

duel_in_the_sun_4

W końcu nadszedł rok 1981 i Beardsley biegnie 2:1148 w Londynie i 2:09:37 w Duluth w USA. W jego głowie rodzi się plan. Wystartować w Bostonie, pokonać wielkiego Alberto Salazara. Od tej chwili wszystko co robi, każdy dzień, każda minuta jego życia to praca i trening z myślę o wygranej z Alberto. Przenosi się do Atlanty, gdzie trenuje w podobnym terenie na jakim przyjdzie mu rywalizować w Bostonie. Na ostatnie tygodnie jedzie do Bostonu. Do historii przeszedł jego trening 8 podbiegów pod Heartbreak Hill, kiedy w koło szalała śnieżyca. Trener nie chciał go puścić, nie wiedzieli nawet czy dojadą na miejsce. Jednak Beardsley wiedział, że jak ma wygrać z Salazarem to właśnie tam, na tych podbiegach. Zrobił swoje w warunkach gdzie widoczność była zerowa, szalała zamieć śnieżna a temperatura spadła mocno poniżej zera. Po treningu wiedział, że jest gotowy.

W tym samym czasie Salazar przeżywał najlepszy okres swojej kariery. Po wielkich zwycięstwach w Nowym Jorku i pobiciu swojego rekordy na 10 km, który wynosił teraz 27 minut i 30 sekund, był 90 sekund szybszy od swojego rywala na dystansie 10 km! Jechał po swoje, był pewny zwycięstwa, nie mógł przegrać.

Rano przed startem wyszło słońce, zapowiadał się bardzo gorący dzień. Jak się później okazało bardzo gorący. Biegacze ruszyli dużą grupą. W połowie dystansu zostało ich już tylko czterech. Następnie kroku dotrzymywał im jeszcze kończący karierę Bill Rodgers. W końcu na 17 mili zostali sami. 9 mil do mety. Temperatura już przekraczała grubo 20 stopni Celcjusza. Zaczęły się słynne podbiegi, czyli Newton Hills. Beardslay natychmiast przeszedł do ataku i każdy kolejny podbieg bardzo mocno atakował starając się zgubić Salazara. Słońce świeciło im w plecy. Jak bardzo by się nie starał, Dick cały czas widział pod swoimi stopami cień Alberto. Jednak ten wcale nie czuł się najlepiej. Bieg był rozgrywany w morderczym tempie, w upale. W dodatku Salazar jak miał w zwyczaju, nic nie pił na trasie. W pewnym momencie przestał się pocić. Jednak nie odpuszczał na krok.

duel_in_the_sun_1

Kiedy skończyły się podbiegi do mety zostało jeszcze 5 mil. Beardsley wspomina, że w tym momencie nie czuł już nóg. Jednak Salazar musiał również potwornie cierpieć, bo nawet przez sekundę nie próbował atakować. Dick cały czas dyktował potworne tempo mówiąc sobie „jeszcze tylko mila, jeszcze tylko mila”. Biegli otoczeni wiwatującym tłumem. Wyglądali jak dwaj gladiatorzy, którzy są w stanie poświęcić dziś wszystko, żeby tylko wygrać ten bieg.

Kiedy wbiegali na ostatnia milę dalej nic się nie zmieniało. W końcu zaatakował Salazar. Wiadomo, że to on był szybszy na bieżni, on miał mocniejszy finisz. Między biegaczami momentalnie zrobiła się przerwa. Tłum szalał, ich chłopak biegł po wygraną w Bostonie. Jednak Beardslay jeszcze raz wykrzesał z siebie resztkę sił. Zacisnął zęby i zaatakował. Dogonił Salazara. Ten do dziś mówi, że nie mógł w to wtedy uwierzyć. Nie dawał wiary, że ten człowiek jeszcze jest w wstanie biec, nie mówiąc już o tempie w jakim pokonywali kolejne mile i w jakim teraz finiszowali.

Na niecałe 200 metrów do mety Salazar ponowił atak rzucając na szalę dosłownie wszystko co zostało mu w nogach. Ostatnie metry wyglądały wręcz jak finisz etapu górskiego Tour de France. Salazar nie dał już się dogonić. Minął linię mety z czasem 2:08:51, nowym rekordem USA. Zaraz za nim z czasem 2:08:53 metę przekroczył Dick Beardsley. Oba wyniki były lepsze od poprzedniego rekordu trasy w Bostonie i od rekordu USA w maratonie!

Biegacze na tym biegu dali z siebie absolutnie wszystko. Obaj mówię, że nie byli by w stanie wykrzesać z siebie nic więcej, nie byli w stanie pobiec nawet sekundy szybciej. O wysiłku, jaki kosztował ich ten bieg niech świadczą ich dalsze losy. Alberto Salazar już nigdy nie był biegaczem, jakim był przed tym maratonem. Zaczęły się problemy z treningami, startami, kontuzjami. Później zdiagnozowano u niego bardzo mocne przetrenowanie. Zwyczajnie organizm tego nie wytrzymał. Dick Beardsley również miał dość i nigdy już nie biegał na takim poziomie. W końcu wrócił do pracy na farmie. Niestety jego losy potoczyły się dość dramatycznie. Miał bardzo ciężki wypadek przy maszynie rolniczej, później również wypadki samochodowe. Przeszedł wiele operacji i był mocno uzależniony od środków przeciwbólowych. Sami lekarze mówili, że ich ilość zabiłaby słonia. Dick miał to szczęście, że jego serce było potwornie mocne a układ metaboliczny niezwykle wydajny. Po trochu zawdzięcza życie bieganiu. Podobnie zresztą jak Salazar, którego serce zatrzymało się na 14 minut, a który po tym wypadku nie doznał większych uszczerbków na zdrowiu. Lekarze do dziś nie potrafią wytłumaczyć, jakim cudem jego mózg nie doznał poważnych uszkodzeń.

duel_in_the_sun_3

Obecnie Dick Beardsley wyszedł na prostą. Już nie jest uzależniony. Założył fundację charytatywną, jeździ po kraju i wygłasza motywacyjne wykłady. Pomimo dwóch sztucznych kolan pobiegł maraton poniżej 2:50, tak zwyczajnie, treningowo :) Kim jest Salazar chyba wszyscy wiedzą. To jeden z najlepszych trenerów i główny trener Nike Oregon Project. To on wychował Galena Ruppa i oszlifował Mo Faraha.

Losy tych dwóch biegaczy układały się zupełnie inaczej. Inaczej zaczynali, inaczej wyglądał przebieg ich kariery sportowej. Również inaczej skończyli. Jednak historia chciała, że spotkali się tego pamiętnego dnia w 1982 roku na trasie maratonu w Bostonie tworząc niezapomniany show. Dick Beardslay był jak Rocky w starciu z Apollo Creadem. Ich pojedynek, który już przeszedł do historii maratonu, będzie przez lata wspominany i podziwiany przez kolejnych biegaczy i fascynatów tego sportu.

More from Bartosz Olszewski

Kazimierz Dolny. Daj się skusić na bieg i zakochaj się w tym mieście.

Dokładnie rok temu, po biegu Wings for Life w Mediolanie, zostałem zaproszony...
Read More