Czy ja jeszcze trenuję?

bieganie

Przez ostatnie parę miesięcy tak rzadko pisałem o swoich treningach, że możecie odnieść wrażenie, że w sumie to już o treningu zapomniałem. Nie do końca tak jest. Sporo się zmieniło, zupełnie z innego poziomu zaczynam w tym roku przygotowania i mam inne cele. Pora trochę o tym napisać, żeby później nie było zdziwienia.

W tym roku przygotowania zacząłem bardzo późno. Było to spowodowana w głównej mierze zmęczeniem poprzednim sezonem, a tak naprawdę już nawet kilkoma sezonami, kiedy praktycznie nie miałem przerwy. Nie da się biegać na bardzo wysokim poziomie bez przerwy. Pewnie ponownie mógłbym atakować te swoje 2:26 w maratonie, ale nie takie mam ambicje. Dlatego mocno zluzowałem i do połowy lutego nie biegałem praktycznie nic. Czasem wyszedłem z kimś dla towarzystwa. Ale ogólnie rzecz mówiąc, robiłem masę a ostatnie o czym myślałem to bieganie.

Głód biegania wrócił w lutym. W końcu wziąłem się w garść, wyszedłem na pierwsze treningi i myślałem co dalej. Na początku planowałem maraton w kwietniu, ale szybko zrezygnowałem z tych planów. Jak już mówiłem, nie przygotowałbym się należycie. I taki bieg w sumie do niczego nie był mi potrzebny. Zapisałem się na 8 maja na Wings For Life World Run do Kanady i tam zamierzam pobiec główne zawody tej wiosny.

Ciężko mi powiedzieć w jakiej będę tam formie. Narazie jestem na dużo słabszym poziomie niż w analogicznym okresie czasu rok temu. W marcu 2015 zaczął się duży gaz (złamane 1:10 w półmaratonie) i trwał do grudnia. Narazie o 1:10 to ja mogę sobie pomarzyć. Startuję w Półmaratonie Warszawskim, to się na pewno stanie. A jak będę biegł? Już prawie się o to pokłóciłem z rodziną przy Wielkanocnym stole ;) Nie wiem, to będzie trening. Jak stanę na starcie i uznam, że się bardzo dobrze czuję, to może pobiegnę 1:12. Jak nie, to może zrobię tempo maratońskie, może BNP. W każdym razie na trasie mnie zobaczycie, ale Półmaraton Warszawski w tym roku traktuję jako trening.

No właśnie, wracając do treningu. Można powiedzieć, że skończyłem pierwszy etap przygotowań. Z poziomu zero wdrapałem się na poziom jeden. Dużo pracowałem nad wytrzymałością. Bardzo dużo pracy tlenowej, spore objętości, które stopniowo zwiększałem. Wiec poza samymi wybieganiami (które zawsze dominują w każdej fazie przygotowań) biegałem trochę biegów długich od 2 godzin do 2:20 w różnej formie. BNP, wybieganie z wplecionym drugim zakresem lub zwykłe długie wybieganie. Poza tym drugi zakres i begi tempowe.

Biegi tempowe biegałem głównie na bieżni. Nie robiłem dużo takich treningów, może trzy, ale one pokazuję mi, gdzie w tej chwili jestem. Jeżeli zacznę biec 3:20 min/km i po dwóch kilometrach padam, a za tydzień przebiegnę tak 5 km, to znaczy, że forma idzie w górę. Narazie idzie, oby doszła dostatecznie wysoko. Do tego wszystkiego dorzuciłem jeszcze dwa treningi 20×400 metrów w tempie na 5 km i przerwą 200 metrów (około 70 sekund) w truchcie. Tak, żeby pozwolić się rozpędzić nodze i żeby lepiej biegało mi się treningi tempowe.

To co zawaliłem, to trening uzupełniający. Jestem teraz słaby fizycznie i przypuszczam, że biegnąc WfL złamałbym się w pół gdzieś na 40 km. Mimo wszystko nie potrafiłem do tej pory tak bardzo skoncentrować się na treningu, jak robiłem to wcześniej. Można powiedzieć, że postawiłem fundament, teraz trzeba iść dalej.

Zostało mi niecałe 6 tygodni do startu. Do przetrenowania tak naprawdę 4 tygodnie. Myślę, że przez ten miesiąc mogę jeszcze mocno skoncentrować się na treningu uzupełniającym. Zejść z objętości i postawić na trening tempowy. Pobiec może jakieś zawody na 10 km. Zrzucić jakieś 3 kg wagi. Na pewno teraz jest czas na to, żeby się rozpędzać. Czy to starczy na WfL? Powiem tak, nie oczekujcie cudów. Nie będę w lepszej formie niż przed rokiem. Nie jest to kokieteria, ale czyste fakty. Jedyne co może grać na moją korzyść to wypoczęte nogi na biegu, ponieważ nie startuję w żadnym maratonie przed tymi zawodami. Z drugiej strony równie dobrze może to zagrać na moją niekorzyść. Myślę, że doświadczenie też ma znaczenie i w tym roku mądrzej podejdę do sprawy odżywiania i picia na zawodach. Ale Światowego Biegu to ja nie wygram. Nie w tym roku ;)

Więcej już nie przynudzam. Trzymajcie kciuki, żeby przez te parę tygodni nie przytrafił mi się żaden uraz, bo już naprawdę nie mam czasu na najmniejsze potknięcie. A plan docelowy na ten rok? Maraton na jesień. Jak nic się nie wydarzy, to na pewno będę chciał atakować swoją życiówkę. I to najchętniej nie o kilka sekund.

  • Julia Aniella

    Kciuki trzymam, oczywiście!

  • Krzysztof Szymański

    Zabierz się za poprawę na dystansach takich jak 5, 10 … km, to odkryjesz na „nowo” bieganie ;) a nie tylko maraton i maraton.

    • WarszawskiBiegacz

      No i taki mam zamiar na przełom sezonów.

  • http://www.runnerski.pl/ runnerski.pl

    W mojej prywatnej ocenie to co robiłeś w zeszłym roku momentami wyglądało jak proszenie się o kontuzję ale wytrzymałeś i odnosiłeś sukcesy za to czapki z głów. Natomiast jeśli po sezonie 2015 odpocząłeś to pewnie obaj doskonale wiemy, że za drugim razem łatwiej jest dojść do poziomu który osiągnęło się wcześniej i dlatego jestem przekonany, że ten sezon nie musi być gorszy. Życzę powodzenia i 3mam kciuki.

    • WarszawskiBiegacz

      Ale ja cały poprzedni sezon mocno kontrolowałem organizm. Jeżeli by się coś działo, to na pewno bym przerwał. Chyba najbardziej już psychicznie byłem zmęczony.

      A co do powrotu to masz rację. Szybko idzie. Ciężko tylko wejść w te wysokie prędkości, ale to też przyjdzie :)