Biegowy Dziennikarz Roku

Dziennikarz Roku

W piątek została mi przyznana nagroda w plebiscycie na Biegowego Dziennikarza Roku. Mamy poniedziałek, w weekend wydarzyło się mnóstwo ciekawych rzeczy, a ja dalej nic nie napisałem. Spokojnie, nie spocząłem na laurach. Prawda jest taka, że nie miałem chwili, żeby się za to zabrać. Natomiast pora nadrobić zaległości.

Pamiętam jak rok temu zostałem wyróżniony w tym samym plebiscycie. Byłem wtedy niesamowicie szczęśliwy, a wyróżnienie do dziś wisi u mnie na ścianie. Ja, facet, którego zawsze największą bolączką był język polski, i który wypracowania w podstawówce pisał z mamą. Książki zacząłem czytać dopiero po szkole, bo odkryłem, że są fajniejsze pozycje niż proponowane lektury. Dlatego do końca nie wierzyłem w to, co się dzieje. Pamiętam, jak na początku byłem szczęśliwy jak mój post przeczytało 100 osób. Kompletnie nie spodziewałem się, że to się tak rozwinie!

W tym roku na galę jechałem ze świadomością, że po raz kolejny mogę zostać wyróżniony. Wiem, że od zeszłego roku osiągnąłem dużo sportowo, zaczęło mnie czytać więcej osób. Więc liczyłem na głosy, które pozwolą mi wejść do dziesiątki, uplasować się na czołowych pozycjach. Jednak patrząc na sondaże, nie wierzyłem w to zwycięstwo. Mówiąc zupełnie szczerze, to było dla mnie olbrzymie zaskoczenie. Żeby nie było, że ściemniam, zobrazuję śmieszną sytuację, jaka miała miejsce w drodze na festiwal. Wyjechałem o 13:00 z pracy, niestety nie mogłem wcześniej się urwać. Liczyłem na to ze zdążę. Kasia jechała ze Szklarskiej Poręby, gdzie szlifowała formę biegową. Jednak droga się dłużyła i dłużyła. Remonty, korki itd. W końcu już wiedzieliśmy, że nie damy rady na 19:00, trudno, nie będę jechał jak wariat, nie warto. Jestem w Nowym Sączy i dzwoni to mnie jeden z organizatorów gali oraz mój znajomy:

– Bartek gdzie jesteś?
– W Nowym Sączu
– Kurde, jest pilna sprawa, spiesz się, daj znać jak będziesz i biegnij na galę
– OK., jadę

W tym momencie ja się zastanawiałem, o co mu chodzi. Wywiad chcą jakiś czy co? Kasia się wygłupia „ale byłyby jaja jakbyś wygrał” i razem się śmiejemy. Mija kilka minut i znowu telefon:

– Bartek, gdzie jesteś?
– Jeszcze 15 kilometrów. Ale co się stało, może będę w stanie jakoś pomóc? Chodzi o galę, wybory dziennikarza biegowego?
– No tak, wygrałeś.
– No co Ty, dobra jadę, postaram się szybko być.

Zaczynam rozmowę z Kasią:

– Powiedział, że wygrałem. Kurde, ale ja nie wiem czy dobrze usłyszałem
– Nie no ale jaja, ale na pewno?
– Nie wiem, jedziemy, zaraz się go spytam.

Dostałem informację, że wygrałem. Serio, odłożyłem słuchawkę i zacząłem myśleć, że chodzi o wyróżnienie. Nie byłem pewny. Następny telefon:

– Bartek, ile jeszcze Ci zostało?
– Jakieś 5 – 10 kilometrów.
– Kurde, nie zdążysz, a może ktoś to za Ciebie odebrać?
– Ale poczekaj, ja wygrałem, tak? Serio? Zająłem pierwsze miejsce?
– No tak
– Cholera nie wierzę, pomyślę i oddzwonię

I w tym momencie w końcu uwierzyłem. Okazało się, że już jesteśmy praktycznie w Krynicy. Oczywiście był korek. Zaparkowaliśmy gdzieś ponad kilometr od miejsca, w którym odbywała się gala, naciągnąłem jeansy i pobiegliśmy na deptak. Wpadliśmy praktycznie na ostatnią chwilę. Na scenie jeszcze stały wyróżnione osoby. Organizatorzy wszystko super ogarnęli. Zobaczyli, że wbiegłem na galę, wywołali mnie do dekoracji. Naprawdę cały czas byłem w lekkim szoku, lekko speszony i dalej nie mogłem w to uwierzyć. Poza tym byłem po 7 godzinach jazdy samochodem, bez wysiadania. Marzyłem o prysznicu. Pan Przemysław Babiarz poprosił jeszcze o dwa słowa. Jakoś z tego wybrnąłem. Na scenie dowiedziałem się również, że jedną z wyróżnionych blogerek jest Kasia, bardzo się ucieszyłem. Było można podwójnie świętować.

Tak wyglądała historia tego dnia. W sobotę Kasia biegła bardzo mocne 10 kilometrów. Ja stojąc na scenie i odbierając nagrodę powiedziałem sobie, że w tym roku w Krynicy maratonu nie potraktuję ulgowo. I jak do podium będzie trzeba dać z siebie naprawdę wiele, to na pewno to zrobię. Więc świętowaliśmy wodą i jakimiś prostymi węglowodanami :)

Teraz przyszła pora podziękowań. Moi Drodzy Czytelnicy, serdecznie Wam dziękuję! Kurczę, muszę się przyznać, że w Was nie wierzyłem. Wiedziałem, że trochę osób na mnie głosuje, ale to, co się działo w Krynicy, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Tam co chwilę ktoś do mnie podchodził i mówił „gratuluję stary, głosowałem na Ciebie”. Ewentualnie „gratuluję Bartek, głosowałem na Kasię, ale Tobie też kibicuję” :) Niezmiernie mnie to cieszy, z jednego, bardzo ważnego powodu. Ja zawsze mówiłem, że największą wartością mojego bloga są jego czytelnicy. Oddając na mnie swój głos, pokazaliście, że nie tylko czytacie moje teksty, ale również doceniacie moją pracę. To naprawdę niesamowicie motywuje. Bo tak naprawdę pisząc tekst nie wiesz, jak odbierają go setki czytelników. Fakt, nie narzekam na ilość komentarzy, ale to jest kropla w morzu (no może w sadzawce) przy ogólnym ruchu na blogu. Dziękuję Wam jeszcze raz i obiecuję, że będę dalej starał się trzymać wysoki poziom oraz regularność wpisów.

Chciałem również podziękować dziennikarzom i blogerom biegowym. Niemal wszyscy podchodzili i gratulowali mi wygranej, oraz mówili, że cieszą się, że to właśnie ja wygrałem. Oni zajmują się tym na co dzień, wiedzą jak to wygląda z drugiej strony, z wieloma znam się osobiście. Dlatego tym bardziej takie słowa uznania znaczą dla mnie więcej, niż nawet sama wygrana. Bo dla mnie olbrzymim wyzwaniem jest takie prowadzenie bloga, żeby wilk był syty i owca cała. Z jednej strony wywodzę się z blogerów, którzy raczej na pierwszym miejscu stawiają na bieganie i dla takich osób piszę dużo tekstów. Z drugiej strony wiem, że najwięcej czytelników i fanów to osoby, dla których bieganie to zwyczajne hobby, sposób spędzania wolnego czasu, a nie pogoń za kolejnymi życiówkami. Idąc dalej, jestem blogerem. Jednak zawsze zależało mi na uznaniu środowiska dziennikarskiego. Połączyć to wszystko w całość, to naprawdę największe wyzwanie mojej codziennej pracy przy pisaniu i redagowaniu tekstów.

Na pewno chciałem podziękować również Kasi. Mam taką wadę, że mało kogo się słucham. Jednak to ona kilka razy potrafiła naprowadzić mnie na właściwe tory, jak zapędziłem się z jakimiś tekstami. Bo prawda jest taka, że pisząc tyle tekstów, z perspektywy czasu, nie wszystkie opublikowałbym ponownie. Sporo się nauczyłem, wyciągam wnioski, będzie tylko lepiej.

Na koniec jeszcze raz dziękuję wszystkim za każdy oddany na mnie głos! Naprawdę, obok głównej nagrody w konkursie, dla mnie równie ważna jest inna nagroda. Świadomość, że osoby które mnie czytają doceniają moją pracę i podziękowały mi za ten rok oddając na mnie swój głos. DZIĘKUJĘ!

Fot: Piotr Dymus

More from Bartosz Olszewski

Negativ Split najlepszy. Serio?

Jak to jest z tym Negativ Split? Biegać na zawodach, czy nie...
Read More