Bieganie z pulsometrem – lekcja 1

Restytucja tętna

Zawsze twierdziłem, że bieganie z pulsometrem (na puls) nie zawsze się sprawdza. Szczególnie u początkujących biegaczy, gdzie ich tętno bardzo mocno reaguje na wszelkie czynniki, potrafi mocno namieszać w treningu. Jednak posiadając doświadczenie w pracy z pulsometrem, znając swój organizm albo mając do dyspozycji osobę, która potrafi dobrze zanalizować wykresy pulsu, staje się on bardzo pożytecznym źródłem danych. Jeżeli nie jesteśmy w stanie sami stwierdzić w jakim stanie jest nasz organizm. Może biegaliśmy za szybko, a może nasza objętość jest za duża i nie nadążamy się regenerować? Na te pytanie może odpowiedzieć nam wykres tętna treningowego.

Dziś mały wykład na podstawie trzech wykresów. Jest to zapis pulsu biegu ciągłego w tempie 3:45 – 3:50 na odcinku 18 – 20km. Podczas każdego z tych treningów utrzymywałem bardzo podobne tempo. Każdy z tych treningów również podobnie odczuwałem jeżeli chodzi o zmęczenie. Jednak jak pokażą wykresy, puls zachowywał się na każdym trochę inaczej. Postaram się pokazać co z taką wiedzą zrobić i jak wykorzystać ją podczas treningu, a tym bardziej jak przełożyć ją na planowanie kolejnych dni.

Wykres pierwszy

Było dość gorąco. Dzień wcześniej biegłem zawody na dystansie 10km. Starałem się trzymać zakładanego tempa ok 3:50 min/km. Od 4 do 14km widać wyraźny dryf tętna. Czyli mój organizm pomimo trzymania jednakowego tempa jednak potrzebował coraz więcej tlenu. Byłem też coraz bardziej zmęczony. W pewnym momencie złapałem puls 160 i tu wchodzi do pracy pulsometr :) Założyłem, że biegi ciągłe robię na pulsie do 161, wyliczając to procentowo i obserwując, że powyżej takich wartościach już organizm zaczyna się mocno męczyć. Nie chciałem, żeby trening przerodził się w walkę o przetrwanie więc zwyczajnie zacząłem kontrolować puls i tak biegłem do końca zmniejszając tempo do 3:55 Pulsometr zadziałał w tym wypadku jak hamulec, uniknąłem zbyt szybkiego biegu i tym samym zbyt długiej regeneracji.

Wykres drugi

Idealne warunki, asfalt. Zero wiatru. Wszedłem na prędkości 3:40 – 3:45 ponieważ nie sprawiały mi one w ogóle problemu. Puls 150 – 155. Do hamulca czyli 160 było daleko. Więc w ogóle mnie nie interesowało z jakim pulsem biegnę. Czułem, że schodząc poniżej 3:40 zwyczajnie zaczną zbyt mocno forsować nogi. Piękny trening, pulsometr zbędny :)

Wykres trzeci

Dzień po zawodach. Tempo 3:45 – 3:55 Na początku to artefakt, puls nie skoczył mi tak, żeby potem spaść i trzymać się na poziomie 145. Tętno strasznie niske. Jak bym chciał wskoczyć na 155, z jakim w sumie powinienem biec ten trening, to bym w ogóle go nie skończył. Tempo było by zabójcze, przypuszczam, że maratońskie. A biegałem po lesie. U mnie taki niski puls jest sygnałem, że mam za dużą objętość zrobioną i organizm musi odpocząć od kilometrów. Tak też zrobiłem, dwa następne dni to bardzo wolne i krótkie (ok 8 – 10km) biegi regeneracyjne. Ten odpoczynek pozwolił mi na trzeci dzień zrobić jeden z lepszych treningów interwałowych jakie pamiętam :)

 

To wszystko na dziś. Wkrótce pomyślę nad lekcją drugą :) A może Wy macie jakieś propozycje, co opisać? Macie jakieś pytania związane z kontrolą pulsu? Śmiało piszcie w komentarzach na blogu lub facebooku!

More from Bartosz Olszewski

3 rzeczy których triatloniści mogliby się nauczyć od biegaczy

Wczoraj znęcałem się nad biegaczami, dziś czas na triatlonistów. Żeby nie pomyśleli...
Read More