Biegacz też potrafi być chamem i burakiem

biegacz cham

Obserwuję to od jakiegoś czasu, w końcu chyba czas o tym napisać. Jeżdżę po tych biegach, są one coraz bardziej popularne. Startuje coraz więcej osób. Niestety, przybywa też biegowego buractwa, bo inaczej tego nie da się nazwać. Czasami zwykłego chamstwa, prostactwa. Czasem wynika to ze zwykłej niewiedzy, co jeszcze można usprawiedliwić. Czasami z…, sam już nie wiem z czego.

Do napisania tego tekstu skłonił mnie trochę Bieg Powstania Warszawskiego. Dostaje się organizatorowi, ale moim zdaniem, gdyby każdy postępował tak, jak powinno się postępować na takim biegu, to same zawody przebiegałyby dużo płynniej i nie byłoby aż takich problemów z dublowaniem. Biegacze, szczególnie w tak dużych biegach, zapominają o jednym. Płacą za pakiet, mają w związku z tym swoje prawa. Ale tak samo jak zawsze, mają też obowiązki i regulamin, według którego powinni postępować. O tym już nikt nie pamięta. No to punktujemy:

  • Ustawianie się w złych strefach startowych. Po co? Wszyscy Ci będą wbiegać na plecy, lubisz być wyprzedzany? I zaraz rodzi się podwójna frustracja. Jedni wyprzedzają i się denerwują. Wyprzedzani się denerwuję, bo co chwila ktoś się o nich obija. Ale kurcze, jakby każdy stanął tak jak powinien, to wszystko poszłoby płynie! Twój czas netto nic by się nie różnił! Więc po co? Duma nie pozwala stanąć za daleko? Inaczej tego nie umiem wytłumaczyć.
  • Nie ustępowanie miejsca. I to przeważnie dotyczy większych biegów. Przykład z Biegu Powstania Warszawskiego, kiedy po 1 kilometrze biegu na 5 km ludzie maszerują. Ok., nie mam nic przeciwko marszobiegom. Każdy od czegoś zaczyna i bardzo dobrze! Ale teraz trafia się grupa delikwentów idących lewą stronę, obok siebie, w słuchawkach na uszach. Setki osób zbiegają na prawo, ale oni nie. A okrzyki z prośbą o ustąpienie miejsca albo mają gdzieś, komentując, że mają prawo iść lewą stroną! Macie, ale co Wam to da? Dlaczego robicie innym na złość, sami nic przy tym nie zyskując? No i jest druga grupa, która zagłuszona muzyką nic nie słyszy, chyba nawet własnych myśli. I ponownie, ja nie mam nic przeciwko muzyce, nawet na zawodach. Ale mając słuchawki w uszach trzeba wiedzieć, że w koło jest bieg masowy i zachować kontakt ze światem. W ogóle tu wychodzi taka mentalność jak na polskich autostradach. Jadąc do Szwajcarii, co chwila ktoś na autostradzie jechał lewym pasem mając cały prawy wolny. I było to typowo złośliwe zachowanie, wynikające zwyczajnie z chamstwa i głupoty. Naszej idiotycznej dumy, która mówi nam, że jak ja szybciej nie pojadę, to oni też nie. Od granicy z Niemcami, przez 1000 km do samego St. Moritz, miałem może jedną taką sytuację…Dodam jeszcze, że na mniejszych biegach, np. Puchar Maratonu Warszawskiego, kultura jest zupełnie inna. Tam startują biegacze, którzy zwyczajnie kochają ten sport. Rozumieją go, potrafią współpracować z innymi. Trasa na 25 kilometrów to 5 pętli. Dublujesz kogoś, ustępują miejsca i jeszcze Cię dopingują. Niestety dużo osób w biegach masowych nie startuje tak naprawdę żeby cokolwiek upamiętnić, żeby czerpać radość z biegu. Startują, bo to modne i lubią się tym pochwalić w pracy.
  • Za darmo, to biorę ile się da! Jak na to patrzę, to aż mi żal tych ludzi. Naprawdę, zastanówcie się nad sobą. Mówię tu o chwytaniu jak leci i ile się da po biegu. Szkoda, że jeszcze medali nie biorą po kilka na raz, chociaż pewnie i tacy są. Na początek poszły banany, po co jeden, najlepiej cała kiść, bo w sklepie są po 3 zł za kg! Więc Ci co kończą dalej mogą sobie iść i kupić, a ja będę miał darmoszkę w domu!Wafelki przy wyjściu ze Stadionu Polonii. No to już było żenujące. Na początku brali po 5, 10 wafelków. Ale potem cały kartonik! A co, i tak nikt mnie nie zatrzyma. Tutaj nie wytrzymałem i krzyknąłem do kilku osób, żeby brali więcej, w końcu jest za darmochę, a w Lidlu po kilkadziesiąt groszy! Wszyscy wtedy pięknie udają głupa, nawet idąc obok z kartonikiem wafelków. Tutaj współczuje Grześkowi Zwierzchoniowi ze skrzydlaci.pl, który te wafelki rozdawał. Fajnie tam miałeś.To nie jest obrazek tylko z tego biegu. Tak samo jest na innych. Po Półmaratonie Warszawskim, kiedy wolontariusz błyskawicznie rozdają napoje ponieważ na metę wbiegają setki biegaczy, Ci obrażają się, bo dostali nie taki kolor Powerade, jaki by sobie życzyli. A już najlepsza sytuacje była podczas półmaratonu w Tarczynie. Tam na mecie biegacze dostawali jabłko. Ale kilku przyleciało z siatkami, ładowali ile wlezie i uciekali do samochodu. Obok były dni Tarczyna i święto jabłka (przepraszam, jak przekręciłem nazwę, ale jabłko jest tam główną atrakcją :) ). Kilo jabłek było tam dosłownie za grosze, ale za darmo i tak lepsze.Pamiętacie filmik z chytrą babą z Radomia? Wielu z nas nie jest nawet odrobinę lepsza.

Pocieszający jest fakt, że jednak to w dalszym ciągu margines. Ja osobiście chciałbym podziękować wszystkim biegaczom, którzy w sobotnim Biegu Powstania Warszawskiego nie dość, że ustępowali miejsca to jeszcze krzyczeli za nas, żeby z przodu zrobić miejsce. Nie raz ciągnęli za ręce ludzi w słuchawkach. Była Was zdecydowana większość i za to jesteśmy Wam wdzięczni!

Żeby nie było, że ja jestem święty. Na pewno wiele osób słyszało, jak siarczyście przekląłem na mecie, kiedy dowiedziałem się, że schrzaniłem i nie wbiegłem na metę. Przepraszam, emocje…

I na koniec, ponieważ zapomniałem zrobić tego wczoraj. Dziękuję Darkowi Nożyńskiemu i Tomkowi Bladosowi, że znając sytuację poszli do sędziego i organizatora, tłumacząc, że byli w biegu za mną. A to oni stanęli na 2 i 3 miejscu podium. To jest duch fair-play! Dzięki chłopaki!

PS – a dlaczego zdjęcie z Boston Marathon? Bo większej kultury biegowej nie widziałem nigdy. Uczmy się.

More from Bartosz Olszewski

3 przyczyny porażek przy realizowaniu gotowych planów treningowych

Zaczynamy biegać. Albo mamy już całkiem spory staż biegowy. Szukamy konkretnego planu,...
Read More