„Autobiografia Mistrzów Triatlonu” – recenzja

Autobiografia Mistrzów Sportu

Ostatnio po recenzji książki „Bieganie Metodą Danielsa” poprosiłem Was o polecenie jakiś książek o sporcie. Miałem ochotę coś przeczytać. Wszystkie, poza jedną, już miałem za sobą. A tym rodzynkiem była „Autobiografia Mistrzów Triatlonu”. Książka opowiadająca historię braci z Wielkiej Brytanii, którzy zdominowali zawody triatlonowe na dystansie olimpijskim.

Prawdę mówiąc to nawet zapomniałem o tej książce, ale rano na lotnisku zauważyłem ją na jednym ze stoisk. Nie miałem za bardzo co czytać, więc postanowiłem kupić sobie do samolotu. No cóż, minęło kilka godzin, jestem w połowie drogi do USA, a książkę mam już za sobą. Jak widać czytałem nawet w trakcie posiłków :)

A czytało mi się ją świetnie. Napisana jest w formie, gdzie obaj bracia przedstawiają ze swojej perspektywy, jak wyglądała ich droga na szczyt. Obaj zawsze razem. Jeden dwa lata młodszy od drugiego. Obaj niezwykle ambitnie, jednak z trochę innym charakterem. Trzeba powiedzieć, że przy takim wysiłku, takim poświęceniu, trudno, żeby te relacje były idealne. W końcu na zawodach są rywalami. A treningach muszą współpracować. Fajnie, że zdecydowali się w książce przedstawić sporo problemów, które wiążą się z tym, że są braćmi. Że zawsze razem mieszkali i trenowali.

autobiografia_mistrzow_4

Poza bardziej osobistymi rozdziałami jest głównie o treningu i drodze na szczyt. O potwornie ciężkim, katorżniczym treningu. Jak sobie to przeanalizowałem, to oni trenują trzy razy dziennie. Praktycznie codziennie! Bez względy na warunki pogodowe, ból, kontuzje. Alistair Brownlee miał dwa złamania zmęczeniowe. Zerwane ścięgno Achillesa, a po tym wszystkim i tak wywalczył złoto w Londynie. To pokazuje jaki mają charakter i jak bardzo chcą wygrywać.

Z drugiej strony widzimy chłopaków, którzy osiągnęli już wszystko. I trochę zmniejszają mit Olmpiady, jako czegoś wyjątkowego. Jak mówią, po wyścigu byli nawet rozczarowani. Kolejna wygrana, kolejne potworne zmęczenie. Alistair ledwo żywy dotarł na dekorację. Jonathan padł na mecie. Obudził się w termometrem w tyłku :) A na dekoracji stał w całym obrzyganym dresie. Później dochodzi do siebie kilka godzin. A jak wieczorem poszli napić się piwa, to zamknęli im bar i nie było wyjątków, dzień jak co dzień :)

Bardzo podobały mi się fragmenty, gdzie bracia pokazują, że bycie mistrzem nie oznacza jakiejś super diety, naukowego podejścia, masy sprzętu, lekarzy, fizjoterapeutów. Jak sami mówią, trening to 95% sukcesu. Trenują bez wytchnienia. O diecie mówią tak:

[quote align=”center” color=”#999999″]Zawsze wyobrażałem sobie, że mistrz świata musi robić niesamowite rzeczy; że jego trening wygląda całkiem inaczej niż twój; że wykonuje ponadludzkie akrobacje na basenie i na bieżni… Jeżeli mistrz świata wcina na obiad rybę z frytkami, ty też możesz. Jeśli mistrz świata pochodzi z małej miejscowości pod Leeds, ty też masz szansę nim zostać[/quote]

Tak mówi jonathan o swoim starszym bracie. Nie muszę mówić, że tym mistrzem świata został. W 2012 roku, w którym jego brat zdobył mistrzostwo olimpijskie.

autobiografia_mistrzow_3

Druga sprawa to trening. To mnie nawet rozśmieszyło. Chłopaki do dziś trenują w te same dni co za czasów juniora. Robią podobne akcenty w tym samym czasie. W poniedziałek jeżdżą lekko na rowerze, ponieważ już w szkole był to czas na lekką przejażdżkę. W niedzielę długa wyprawa, bo to był czas spotkania z ojcem i właścicielem sklepu triatlonowego, z którymi ruszali na wycieczkę po okolicy. Najciężej jadą w czwartki wieczorem, bo wtedy od zawsze zbiera się ekipa do jazdy peletonem. Piątki są luźne, bo to był najcięższy dzień w szkole a w soboty były wyścigi. W środę popołudniu nie buło lekcji więc do dziś jadą w daleką trasę. Tak samo jest z bieganiem. Kwestia przyzwyczajenia organizmy i do dziś identyczny schemat.

Czasem jest też humorystycznie, szczególnie dla kogoś kto uprawia sporty wytrzymałościowe. O różnych balach i galach piszą tak:

[quote align=”center” color=”#999999″]Kiedy zostajemy zaproszeni na ceremonię wręczenie prestiżowych nagród lub oficjalne kolacje, większość czasu myślimy tylko o jednym: „Kiedy wreszcie wjedzie jedzenie? Gdzie jest chleb?”. Klasyczne zachowanie wytrzymałościowca[/quote]

Ja właśnie siedzę w samolocie i pytam się, kiedy wjedzie jakaś przekąska? :)

Autobiografia Mistrzów Triatlonu

Bardzo bliskie jest mi również ich podejście co do mocnego treningu, na granicy kontuzji:

[quote align=”center” color=”#999999″]Doszedłem do wniosku, że wolę dać z siebie wszystko, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że kontuzje skrócą moją karierę, niż nigdy nie przekonać się, ile mógłbym osiągnąć… Wolę wygrywać przez trzy czy cztery lata niż być przeciętniakiem przez dziesięć[/quote]

Podsumowując książkę czyta się świetnie, jednym tchem. Jest sporo o relacjach między sportowcami, sporo o treningu i drodze na szczyt. Zastanawia mnie tylko, czy taka książka spodoba się ludziom, dla których bycie najlepszym nie jest celem samym w sobie. Bracia Brownlee są wręcz brutalni w tym co robią i co mówią. Dla nich cel jest jeden. Droga do realizacji jest jedna. Żeby być na szczycie muszą być skrajnymi egoistami i podążać swoją własną drogą. Drogą mistrzów triatlonu.

More from Bartosz Olszewski

Podsumowanie tygodnia 32.2015 – jak pokonać upał?

Poprzedni tydzień zakończyłem Biegiem Wśród Krasnych Pól. Jedne z moich najlepszych zawodów....
Read More