A Ty ile jesteś w stanie z siebie dać na treningu?

strefa komfortu

Muhammad Ali zapytany o ilość powtórzeń danego ćwiczenia powiedział: „Zaczynam liczyć, dopiero gdy zaczyna boleć, ponieważ tak naprawdę te powtórzenia się liczą”. W każdym sporcie jest tak, że żeby coś osiągnąć musimy z siebie dać naprawdę dużo. Musimy wyjść z wygodnej dla nas strefy komfortu, zacisnąć zęby i trochę pocierpieć. Bo tylko wtedy jesteśmy w stanie przekraczać pewne granice, które pozwolą nam stać się lepszymi biegaczami.

Dla kogo taki trening?

Ten tekst kierują do osób, którym rzeczywiście zależy na poprawie wyników sportowych. Które chcą biegać bardzo szybko. Oczywiście bez sensu jest zmuszać się do olbrzymiego wysiłku komuś, kto bieganie traktuje jako odskocznię od dnia codziennego, chwilę relaksu. Albo zwyczajnie dzięki bieganiu zrzuca zbędne kilogramy. Taki wysiłek może tylko zniechęcić. Nie zmotywuje, a wręcz przeciwnie. Jednak jeżeli Twoim celem jest jak najszybsze bieganie, poprawa wyników, to musisz zrozumieć, że nie przyjdzie to łatwo. I wiele razy Twoja głowa, psychika, muszą wziąć górę i zapanować nad zmęczeniem każąc Ci biec dalej i szybciej.

Ktoś powiedział, że prawdziwy trening zaczyna się wtedy, kiedy wychodzisz ze strefy komfortu. To niejako potwierdzenie słów Aliego. Jak spojrzymy na bieganie, to tak naprawdę większość treningów wykonujemy w strefie komfortu. Przeważnie im więcej kilometrów biegamy w tygodniu, tym więcej procent treningu to zwykłe rozbiegania. Podstawowy środek treningowy, który w połączeniu z trochę mocniejszym, ale wcale nie tak trudnym treningiem, potrafi zdziałać cuda. Możemy stać się naprawdę szybkimi, bardzo szybkimi biegaczami! Jednak żeby przekroczyć pewną granicę, żeby wycisnąć jeszcze więcej, kilka procent treningu powinno być wykonane poza naszą strefę komfortu. Jest to nie tylko znakomity bodziec dla naszego organizmu. Dzięki któremu rozwijamy się jako biegacze. Ale również znakomity test dla naszej głowy, dzięki czemu ćwiczymy silną psychikę i odporność na zmęczenie.

Jak rozumieć Strefę Komfortu?

No dobra, a co to ta strefa komfortu? I tutaj zaczynają się problemy. Ciężko to zdefiniować. Dotyczy wszystkich rodzajów treningu. To przekraczanie pewnych granic. Zmęczenia, dyskomfortu, bólu. Może brzmi to strasznie, ale prawda jest taka, że bieganie często boli. Bo jeżeli ktoś biegł maraton albo nawet 5 czy 10 km to czym innym było uczucie w jego nogach na ostatnich 30% trasy biegu? Podobne odczucia jak na zawodach powinniśmy symulować na treningach. Dla mnie największy dyskomfort to bieg interwałowy w tempie zawodów na 5 km, nie znoszę go. Natomiast bardzo długi szybki bieg nie sprawia mi już takiego problemu. Dla kogoś innego może być odwrotnie. Ważne, żeby potrafić zacisnąć zęby i zrobić trening. Zrobić go czasem minimalnie szybciej niż ostatnio. Skrócić przerwę z 2 minut do 90 sekund. Wybrać trochę trudniejszą trasę, kros, bardziej stromy podbieg. Cały czas się stymulować, bo organizm zwyczajnie się przyzwyczaja. I coś, co jeszcze tydzień temu było naprawdę mało komfortowy, zaczyna być całkiem przyjemne.

Unikaj rutyny!

Najgorsze co możecie zrobić to wpaść w taki „przyjemny trening”, do którego już w pełni się przyzwyczailiście. We wtorek 5×1 km z przerwą 3 minuty, czwartek 4×2 km z przerwą 3 minuty, w niedzielę długi, spokojny bieg. Idzie super, ale przestaje dawać rezultaty. Wszystko jest nam znane, komfortowe. I nasze ciało i głowa nie protestują. A zamiast 3 minut przerwy między interwałami zróbmy 2 minuty. Albo pobiegnijmy 4 km progowo (tempo półmaratonu + 4×800 na przerwie 2 minuty). Zamiast 4×2 km niech to będzie 4+2+2. Zamiast spokojnego wybiegania, bieg z narastającą prędkością. Widzicie różnicę? Małe zmiany, ale już zaczynacie się zastanawiać, cholera, to chyba będzie dużo trudniejsze do zrobienia? Pewnie będzie, ale po miesiącu będzie tak samo łatwe, jak Wasz dzisiejszy trening. I nadejdzie czas na nowe zmiany.

Podsumowanie

Dobra, koniec ten motywacyjnej gadki. Pamiętajcie o jednym, wychodzenie ze strefy komfortu to nie znaczy zajechać się treningiem. Nie chodzi o to, żebyście ciągle chodzili ledwo przytomni. Ale, żeby na tych konkretnych jednostkach dać z siebie więcej. Pobiec mądrzej, przełamać się psychicznie, przekroczyć pewną granicę. Pamiętając przy tym, że regeneracja jest równie ważna jak trening i bez niej nic nie osiągniemy. Swoją drogą rolowania, rozciągania to dopiero przekraczanie granicy komfortu :) I na koniec jeszcze jedno. Po żadnym treningu nie czuć takiej radości, jak właśnie po tym, kiedy udało nam się wygrać z samym sobą i wskoczyć w nieznane dla nas do tej pory strefy. Powodzenia i udanych treningów! No i w przeciwieństwie do Muhammada Ali, kilometry liczcie lepiej od samego początku :D

More from Bartosz Olszewski

Ełk Triathlon – te triatlony to naprawdę super zabawa i przyjaźni ludzie!

Spodobały mi się sztafety triatlonowe. Jako, że sam jeszcze nie jestem w...
Read More