37. PZU Maraton Warszawski – relacja część 2

maraton warszawski

Wracamy do relacji z biegu. Jestem na 35 kilometrze biegu. Most Gdański. Do mety pozostało 7 kilometrów, można powiedzieć, że z górki. Darek powoli się oddala. Za moimi plecami kompletna pustka. Biegnę po swoje. Jeszcze zerkam na zegarek, wychodzi, że biegnę na 2:26. Nie jest źle, ale już o życiówce nie może być mowy. Chcę już przekroczyć metę i odpocząć.

Tak naprawdę zacząłem poważnie odczuwać trudy biegu. Co prawda energetycznie i wydolnościowo czułem się znakomicie, ale nogi miałem już jak z ołowiu. Nie byłem w stanie wejść w szybsze tempo, a lewa noga zaczynała powoli składać się do środka, jakby nic jej nie trzymało (od St. Moritz, z braku czasu, praktycznie odpuściłem trening uzupełniający). Co ciekawe, te ostatnie 7 kilometrów było nie dość, że lekko z górki, to jeszcze lekko z wiatrem. Jak ktoś na moście miał dobry czas, to raczej dowiózł go do mety.

Most Gdański i pierwsze, poważne problemy.
Most Gdański i pierwsze, poważne problemy.

Ja cały czas kontynuowałem bieg w granicach 3:30 min/km, mijałem kolejnych kibiców. Kątem oka już wypatrywałem stadionu. Zobaczyłem również zawodnika z Afryki, wtedy ponownie obudziła się we mnie żyłka rywalizacji. Zacząłem stopniowo się zbliżać. Dobrze, że miałem kogo ścigać, bo inaczej na pewno bym spokojniej kończył ten bieg, zwalniając z każdym metrem. Na 41 kilometrze zawodnika z Afryki złapał skurcz i stanął.

To on, fajną miał czapkę :D
To on, fajną miał czapkę :D

Żałowałem, byłem już tuż za nim i chciałem przez ten ostatni kilometr przeżyć jeszcze trochę emocji. Zerknąłem na zegarek. Szybko przeliczyłem czas. Żeby złamać 2:26 muszę pobiec kilometr w 3:20, ale mi się już wtedy nie chciało. Ale udało się, 3:20 co do sekundy, mocny finisz już na stadionie, niesamowity doping, na zegarze widzę uciekające sekundy. W końcu przekraczam metę, 2:25:55 (w nieoficjalnych czasach netto to 2:25:52).

Koniec...
Koniec…

Gratulacje od Pana Marka Troniny, dyrektora biegu. Pogratulowaliśmy sobie również z Darkiem Nożyńskim. On skończył z nową życiówką, 2:25:13. Był pierwszym Polakiem na mecie, ja kończyłem jako drugi.

Łącznie z Darkiem przebiegliśmy już pewnie ze 100 kilometrów na Maratonie Warszawskim
Łącznie z Darkiem przebiegliśmy już pewnie ze 100 kilometrów na Maratonie Warszawskim

Naprawdę bardzo cieszyłem się z tego wyniku. Bałem się bardzo przed tym startem, że zwyczajnie po 30 kilometrze już nie dam rady. I fizycznie i psychicznie. Że Sanguszki mnie dobije. A tak naprawdę pobiegłem niecałą sekundę wolniej na kilometrze, niż w biegu, kiedy robiłem rekord życiowy. Do końca miałem siłę w nodze na to, żeby przyspieszyć. Zrobiłem swój drugi najlepszy czas w życiu i pierwszy u siebie w domu, w Warszawie.

Szybkie wywiady, Kasia na trasie
Szybkie wywiady, Kasia na trasie

Jeszcze zdążyłem odebrać gratulacje od rodziny i znajomych. Szybko narzuciłem jakieś ubrania, zjadłem batona, wypiłem wodę, jakiś wywiad i się zaczęło!

Paweł biegł na złamanie 2:40 i jeżeli ktoś się poddaje, bo mu start nie wyszedł, to chyba powinien się zapisać na sesje terapeutyczne z moim bratem. On już kilka razy ocierał się o to 2:40, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Jednak dalej robił swoje i z każdym kolejnym startem podchodził do wyzwania. Minuty mijały, ale jeszcze trochę czasu było. W końcu 2:38 i się pojawił. 2:38:31 netto, rozbił bank, był znakomicie przygotowany. Już wiedziałem, że będę miał z kim wypić piwo wieczorem. Ale teraz dopiero zaczął się stres.

Tak miało być
Tak miało być

Nie pamiętam, żebym stresował się jakimś biegiem, tak jak w tej chwili zacząłem stresować się biegiem Kasi. Kolejne minuty leciały. Cel był jeden, złamanie 3 godzin. Wiedziałem, że tu nie ma celów minimum ani maksimum. Zupełnie nie wiedziałem, co dzieje się na trasie. Kasię widziałem tylko, jak mijała 26 kilometr z grupą biegnącą na 3h. Pomachała mi ręką. Uznałem, że to dobry znak, ale w końcu miała przed sobą jeszcze 16 kilometrów biegu. W ogóle całą relację z jej biegu przeczytacie tutaj: Jak wyglądało moje łamanie 3 godzin?

Czekamy z Pawłem, nerwy i stres
Czekamy z Pawłem, nerwy i stres

W końcu na zegarze było 2:58 i sekundy leciały. Podeszliśmy z bratem bardzo blisko linii mety, ja już mało jajka nie zniosłem. Dobiegł jeden z zawodników, który uczęszcza na nasze treningi, Maciek Muszyński. Pamiętam, że zamiast mu pogratulować, zacząłem krzyczeć „gdzie jest Kasia?”. Sorry Maciek, ale rozumiesz :) W końcu się pokazała, to, że się udało było już pewne. Odetchnąłem jak po Półmaratonie Warszawskim 2015, kiedy udało mi się w końcu złamać 1:10 w półmaratonie. Wiedziałem już, że dziś będziemy świętować!

Uwierzycie, że pierwszym zdaniem jakie powiedziała było "daj mi wody, chce mi się pić!" :D
Uwierzycie, że pierwszym zdaniem jakie powiedziała było „daj mi wody, chce mi się pić!” :D

Kasia była 9 kobietą na mecie, czwartą wśród Polek. A jeszcze rok temu stała na tym stadionie o kulach, ze złamaną nogą. Zarówno ona, jak i mój brat pokazują, jak ciężką pracą osiąga się znakomite wyniki. Przy okazji chciałem zaznaczyć, ponieważ często to słyszę (również podczas relacji z Maratonu), że nie jestem trenerem ani Pawła ani Kasi i nie układam im żadnych treningów i nie mam magicznych sposobów na szybkie bieganie. Ale obserwując ich na co dzień, wiem i zawsze będę to powtarzał, że do takich wyników prowadzi nas bardzo ciężka, systematyczna praca. Ale o tym możecie już poczytać na blogu Kasi i pogadać o tym z Pawłem na treningu FMW Runners.

Moja mama w roli fotografa, nie wiem jak udało jej się uchwycić to zdjęcie, do tej pory fotografowała tylko kota jak śpi :D
Moja mama w roli fotografa, nie wiem jak udało jej się uchwycić to zdjęcie, do tej pory fotografowała tylko kota jak śpi :D

Poszliśmy do szatni, ogarnęliśmy się, wróciliśmy na stadion. Zaczęło się świętowanie. Ciężko, żeby humory nam nie dopisywały. Wygraliśmy klasyfikację drużynową z Warszawiakami. Znakomicie pobiegli zawodnicy z grupy treningowej AdgarFit, którą prowadzimy z Kasią, gratulacje dla Was! Świetnie spisali się zawodnicy FMW Runners, zarówno na trasie biegu jak również jako kibice. Świetna robota! Poza tym okazało się, że Kasia została najszybszą blogerką a ja najszybszym blogerem w maratonie. W akcji zorganizowanej przez polskabiega.pl Kasia wygrała kijek do selfie (będzie więcej zdjęć, jak już oderwie się od snapchata :) ) a ja miskę do sałatek z owsianką i bakaliami (śmiałem się, że dla mnie powinny być lody i hamburgery :) ). Byliśmy tak szczęśliwi, że trudy biegu dotarły do nas dopiero w poniedziałek, następnego dnia.

A za kulisami :)
A za kulisami :)

Co teraz? Ja robię sobie przerwę. Jestem zmęczony, nawet bardziej psychicznie niż fizycznie. W tą przerwę nikt nie wierzy, wszyscy mówią, że nie potrafię odpoczywać, ale ja im udowodnią. Tydzień wytrzymam! :) Dozwolone tylko jakieś truchtanie. A później zobaczymy, na razie nie myślę o następnych startach. Chce odpocząć, najeść się i w końcu zobaczyć, jak to jest spać po 8 godzin dziennie. Przynajmniej w weekend.

Pora chyba kończyć tą relację. Możliwe, że już ostatnią w tym roku. A nie mogę inaczej zakończyć, jak dziękując Wam jeszcze raz za wsparcie, doping na trasie i wszystkie gratulacje, zarówno te osobiste jak i internetowe. Dziękuję i do następnych zawodów!

Fot: maratonczyk.pl, Bogdan Jabłoński

More from Bartosz Olszewski

Trening specyficzny do maratonu i ultra

Obserwując treningi wykonywane przez amatorskich biegaczy, zauważyłem, że na ogół są one...
Read More
  • hannah

    swietnie sie ciebie czyta, ale te zdjecia to po prostu mistrzostwo. Te, ktòre zrobila twoja mama, ogladam po raz -enty i za kazdym razem sie usmiecham! Milego zasluzonego odpoczynku dla ciebie i Kasi!

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękujemy. A mamie muszę się jakoś za to zdjęcie odpłacić :)

  • Świetna relacja! Gratuluję super wyniku!

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję!

  • Wojciech Kołacz

    Wyniki jak i relacja – jak zwykle KLASA! Gratulacje Bartku!

  • Kekor

    Czytając dwie części Twojej relacji już nie mogę doczekać się mojego startu w Silesia Maraton 😉 Jeszcze raz gratulacje i dzięki za pozytywnego kopa!!!

    • Ola

      też startuję w Silesia! Powodzenia!

    • Kekor

      Dzięki i wzajemnie :)

    • WarszawskiBiegacz

      No to Ty też musisz się pochwalić jak poszło :)

    • Ola

      bez życiówki ale jak na polski Boston to nieźle :-) 3:18:14 i 4-ta wśród kobiet. Jestem zadowolona :-)

    • WarszawskiBiegacz

      A tam aż tak pofałdowany teren? Miejsce i czas super. Gratulacje!

    • Ola

      mocno pofałdowany, stromy podbieg na 39km. Niby krótki, ale… i meta przed centrum handlowym więc zwijasy i podbiegi. Daje to popalić. Po drodze przestałam liczyć ile górek było. Jak dla mnie jedna z trudniejszych tras. Ale to moje odczucia

    • WarszawskiBiegacz

      I jak poszło? Pochwal się :)

    • Kekor

      Meta zaliczona, ale to jedyny plus Silesia Maratonu. Czas na mecie 4’00″08 więc szału nie było. Niestety nie wszystkie czynniki które zawiodły zależały ode mnie. Teraz czas na odpoczynek, robię sobie 3 tygodnie przerwy , takie było założenie. Wnioski po Katowicach wyciągnięte i za 3 tygodnie ruszam z nowym sezonem i nowymi celami. Pozdrawiam i dalszych sukcesów życzę.

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję. Nie wiem jakie były cele ale dobrze, że podchodzisz ambitnie, nie łamiesz się, tylko patrzysz w przyszłość. Powodzenia na wiosnę!

    • Kekor

      Dziękuję. Planem było poprawienie życiówki z wiosny 3h 50m, ale tym razem nie wyszło, ale wszystko jeszcze przede mną. Teraz relaks, na koniec października ruszam z nowym sezonem a już w styczniu pierwsze starty w zimowej odsłonie maratonu na raty (już po raz czwarty) i walka o 3 miejsce na zakończenie w kategorii M40 i poprawienie życiówki na 6km – 24 minuty.
      Pozdrawiam i również życzę powodzenia w kolejnych startach.

  • Kacper

    Od 35km było z górki i z wiatrem ? Wiesz…jakoś tego nie zauważyłem ,wydawało mi się wręcz odwrotnie :D :D

    Gratulacje dla całej trójki ,piękne wyniki !!! Dzięki Wam mam wielką motywację do dalszych treningów i startów ,a każdy kolejny wpis czytam z zaciekawieniem. Pozdrawiam ;)

    • WarszawskiBiegacz

      Haha, było, było. Zbieg z mostu a potem lekko pofałdowany teren, ale raczej równy. Wiało z północy, tutaj również pomagało. Ale to już najgorszy fragment. Jakby było odwrotnie, to dopiero byłyby męczarnie :)

  • Maciek Derek

    Ogromne gratulacje, dla calej Waszej trojki, jak i dla wszystkich ktorzy dali z siebie wszystko po ostrych przygotowaniach!

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję!

  • Krzysztof Szymański

    Bartek, Paweł
    Gratulacje :)

    • WarszawskiBiegacz

      Dziki w imieniu swoim i Pawła.

  • Sebastian

    Bartek, przede wszystkim wielkie gratulacje za kolejny świetny wynik, powinieneś być w oddzielnej klasyfikacji dla nadludzi ;) A tak w ogóle to przypadkiem zauważyłem, że nie biegasz już w CEPach (nie wiem od jak dawna, być może już gdzieś to wyjaśniałeś i przeoczyłem). Co za tym stoi? Tak z ciekawości pytam.

    • WarszawskiBiegacz

      Biegam. Miałem na nogach stopki CEP. Nie potrzebowałem na maraton kompresji, mam bardzo wypoczęte nogi. Zakładam je prędzej na długie wybiegania, kiedy i tak noga jest już zmęczona na starcie.

  • Robert Walczak

    super wyniki… gratuluję wam obojgu!

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękujemy!

  • lukaszmalolepszy

    Ogromne gratulacje nawet nie wiesz jakiego dajesz mi kopa do kolejnych treninguw jeszcze raz gratyluje i powodzenia w kolejnych startach.

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję i powodzenia!

  • Ola

    Ogromne gratulacje! Chyba nigdy nie przestanę Cię podziwiać. To co robisz, praca jaką wkładasz w treningi a przy tym jesteś mega skromnym człowiekiem. Relacja jak zawsze super! Odpoczywaj i liczę, że jednak coś jeszcze napiszesz w tym roku ;-)

    • WarszawskiBiegacz

      Bardzo dziękuję. Zobaczymy, może coś tam jeszcze będzie :)

  • justyna

    Gratulacje :) Jak się ciebie czyta to taki maraton wydaje się być pikusiem. Ot, do 35 km leci się na skrzydłach, potem trochę trzeba się pomęczyć ale rach ciach i już meta.

    • WarszawskiBiegacz

      Haha, tak się czyta, ale czuje się to inaczej :D Dzięki wielkie! :)