36. PZU Maraton Warszawski – relacja

maraton warszawski 2014

Tradycji stało się zadość. Wybiła północ, ja zabieram się za relację z maratonu. Z tym, że tym razem nie będzie to tak łatwa relacja jak te ostatnie. Bo jak się wygrywa, albo łamie życiówki, to zdania same przychodzą do głowy i pisanie jest łatwe i przyjemne. Dziś takie nie jest. Najchętniej bym nie pisał, przeczekał pół roku, poprawił się i wtedy to skomentował. Ale cóż, porażki też trzeba brać na klatę.

Żałuje przede wszystkim jednego, wyniku. 2:28:54 to nie był mój cel. Byłem świetnie przygotowany. Nigdy nie byłem tak szybki. Ostatnie trzy tygodnie taperingu szły jak po maśle, z dnia na dzień byłem szybszy, bardziej pewny siebie. Jeszcze na rozgrzewce wręcz latałem. Ruszyliśmy w trzy osoby, ja, Łukasz Oskierko i Darek Nożyński. Biegło mi się znakomicie. Zero wysiłku, lekko, przyjemnie. 34 minuty na 10 km. No i cóż, nastał nieszczęsny 15 km.

maraton_warszawski_2014_oskier

Oskier, to nie było nasze ostatnie słowo! :) Dzięki za bieg i za dawkę humoru po której dziś mam największe zakwasy na mięśniach brzucha :)

Awaria…

Odrazu mówię, że to nie są żadne usprawiedliwienia, nie pocieszajcie mnie :) Bo to też jest element biegu i przygotowań, który jakoś schrzaniłem. Otóż, zaczęło mi się odbijać, później zaczął mnie boleć żołądek, potem do 22 km walczyłem z tym jak mogłem zwalniając o jakieś 10 sekund na km (dzięki Darek za pomoc, wtedy jakbyś nie poprowadził to chyba bym szukał kogoś za mną do pomocy…) no i skończyłem w ToiToi. I nie trwało to krótko, niestety. Wyszedłem, przed sobą nie widzę nikogo, za mną nie ma nikogo. Na życiówkę nie ma szans. Naprawdę nie biegnie się wtedy przyjemnie, szczególnie 20 km.

maraton_warszawski_2014_bymkiewicz_1

Bieg

No i co ja mogę jeszcze dodać. Praktycznie nic się nie działo. Trochę boli mnie teraz to, że nie dawałem z siebie wszystkiego. Myślę, że jeszcze minutę śmiało mogłem urwać, szczególnie patrząc po ostatnich 4 km, które pobiegłem po 3:20 min/km. Ciężko się teraz o tym pisze. Szczerze, to nie chciało mi się katować na darmo po czas na mecie rzędu 2:27, bo to dla mnie i tak nic nie zmieniało. Teraz jestem na to zły, bo to jest ten jedyny start w roku, gdzie dawałem z siebie absolutnie wszystko. Za rok muszę kontynuować przerwaną tradycję :) Pozytyw jest taki, że teraz czuję się naprawdę dobrze, i spokojnie mogę jeszcze startować na jesieni, nawet na długich dystansach (w sensie maraton :) ). Jedynie coś mi biodro nawala, ale poleżę z lodem trochę i może będzie ok.

To tyle jeżeli chodzi o mój bieg. Nie chce go rozpisywać na czynniki pierwsze. Nie chce analizować kilometr po kilometrze. Nie ma co. Prawda jest dołująca, to był bieg przed kiblem i po kiblu. Straszne to, ale taki właśnie jest maraton. Cholernie niewdzięczny. Szykujesz się do czegoś pół roku. Masz życiową formę. I w ten jeden dzień, jedna rzecz nawali i rujnuje Ci całe przygotowania. Wiem, że piszę to teraz tak, jakbym zaraz miał się zastrzelić :) Ale spokojnie, nie jest ze mną źle. Jak mówiłem, ja jeszcze mam dużo do poprawienia i wiem, że jednak tą formę przesunąłem minimalnie do przodu. Dziś się nie udało ale to co wypracowałem zostaje i zaczynam z wyższego pułapu.

maraton_warszawski_2014_2

Drużynówka

A teraz coś wesołego. O ile ktoś jeszcze w ogóle tą relację czyta :D Po raz trzeci z rzędu jako Warszawiaky wygraliśmy Mistrzostwa Drużynowe w Maratonie. To dla nas naprawdę duży sukces i z roku na rok mamy mocniejszą ekipę. Wiem Warszawiaky, że żaden z Was nie cieszy się z wyniku na mecie. Wiem, że żaden z was nie dotrwał do tego momentu mojej relacji :) Wiem, że każdy z was myśli, że już jestem po skrzynce piwa (a kończę dopiero drugie :) ). Ale mimo wszystko wielkie GRATULACJE! Jesteśmy drużynową, maratońską siłą! I mam nadzieję, że za rok to potwierdzimy.

maraton_warszawski_2014_druzyna

Kibice

To było coś niesamowitego. Jestem przekonany, że dziś nikt, absolutnie nikt, nie miał tylu kibiców na trasie co ja. Dosłownie cały czas ktoś mnie dopingował. Niektórych znałem, innych mniej :) ale wszystkim bardzo mocno dziękuję! To naprawdę napędza i sprawia, że jednak się chce biec do tej mety. Kurcze, naprawdę były was setki. Czasem nie miałem siły dziękować, zwyczajnie przebiegałem, ale naprawdę ja to słyszę i zawsze doceniam! Nie zapomnę tego do końca życia.

Wsparcie

Podziękowań ciąg dalszy. A oni zasłużyli na to szczególnie. Dziękuję mamo i tato. Wiem, że przed biegiem jestem chodzącym złem :) Wiem, że podczas biegu potrafię zabić za źle podany izotonik :) No cóż, nerwy, zmęczenie, wyczerpanie, brak cukru. Ale naprawdę doceniam Wasze wsparcie i dzięki niemu biega mi się dużo lepiej. Dziękuję mamie, że czeka na mecie, pomimo, że z nerwów pewnie ledwo żyje. Tacie, że zawsze jedzie ze mną i pomaga mi jak może, podając żel albo wodę. Wszystkim znajomym, rodzinie i wiernym kibicom. Mówi się o czymś takim, jak samotność długodystansowca. Ja dziś miałem wrażenie, że cała Warszawa mnie zna :) DZIĘKUJĘ!

kazik_emil_kuba

Ciąg dalszy nastąpi

Będzie lepiej. Nie jestem z tych co się załamują i tracą sens tego co robią. Mam pierwsze przemyślenia, usiądę na spokojnie, przemyślę co i jak. Rozpiszę trening i jadę dalej. Mam jeszcze dużo do zrobienia. W tym roku już na pewno nie będę biegł na 100% swoich możliwości. Ale za rok, może już na wiosnę przyjdzie pora przetestować nogę. Jakby to powiedział Terminator: I’ll be back! :)

More from Bartosz Olszewski

Czy ja jeszcze trenuję?

Przez ostatnie parę miesięcy tak rzadko pisałem o swoich treningach, że możecie...
Read More