12. PZU Półmaraton Warszawski – relacja część 2

półmaraton warszawski

W poprzedniej części relacji minęliśmy centrum Adidas Runners Warsaw, popędziliśmy dalej Solcem i powoli zbliżaliśmy się do Mostu Świętokrzyskiego. Byłem już mocno zmęczony, ale co raz bardziej wierzyłem w końcowy sukces. To jeszcze nie była walka o przetrwanie. Dość lekko biegłem, puls utrzymywałem na stałym poziomie. Połowa roboty za mną. Teraz ta druga, decydująca.

Tuż przed samym mostem spotkałem tatę. Podał mi bidon, wziąłem łyka i skręciliśmy w prawo na most. I zaczęło się dziać. Zawsze biegłem tym mostem w drugą stronę, już chyba zapomniałem, że tam naprawdę trzeba trochę popracować pod górę. Ale nie to było najgorsze. Dostaliśmy naprawdę mocny czołowy wiatr. Krzysiek wydawał się nic sobie z tego nie robić. Cisnął równym tempem a ja ledwo trzymałem dystans. Zerkałem na zegarek, puls 171, 172, 173, czerwona lampka! Dłuższa zabawa z taką intensywnością i końcówkę biegłbym slalomem. Na szczęście później był łagodny zbieg, a ja uwielbiam zbiegać. Zakręt w prawo za mostem i silny wiatr w plecy. Odżyłem, dałem zmianę i pobiegliśmy dalej.

Krzysiek, zwolnij! :)

I znowu czołowy wiatr. Zacząłem mocno pracować, chciałem trzymać tempo nie wolniejsze niż 3:18 min/km. Na chodniku stał i kibicował Kamil Kalka. Natychmiast zauważył, że biegnę mocno pokurczony, bardzo siłowo. Zaczął krzyczeć, żebym rozluźnił górę. Posłuchałem, złapałem głębszy oddech, wyprostowałem się i ruszyliśmy dalej. Już niemal 2/3 biegu za nami. Powoli zdawałem sobie sprawę, że chyba damy radę. Ja dalej mogłem szybko biec. A w perspektywie końcówka z wiatrem.

Kilometry po Pradze chciałem zwyczajnie przetrwać. Tylko odliczałem metry do Mostu Gdańskiego. Byłem tak skupiony na tempie i własnym samopoczuciu, że w ogóle nie pamiętam trasy biegu. Naprawdę nic. Aż ciężko mi teraz relację pisać, obudziłem się dopiero na długiej prostej. Na decydującym odcinku, z dwoma podbiegami. Zaczynała się walka i wiedziałem, że muszę mocno wbiec i być w stanie dalej kontynuować wysiłek. Razem z Krzyśkiem dogoniliśmy zawodnika z Norwegii. I mocno zaczęliśmy wbiegać. Chciałem nawet przetestować trochę Krzyśka. Wiedziałem, że mam jeszcze zapas sił i mogę wbiec bez zwalniania tempa. Zawodnik z Norwegii odpadł bardzo szybko. Krzysiek biegł bark w bark. Razem mocno pracowaliśmy. Ale widać było, że jest w gazie i ciężko będzie go zgubić. Z drugiej strony znałem Krzyśka, wiem, że jest ode mnie o wiele szybszy na finiszu. I to jest takie położenie z którego ciężko znaleźć dobre wyjście. Zwyczajnie był tego dnia lepszy! Ale nie uprzedzajmy faktów.

My latamy! :) Piękne zdjęcie Ewy Kiec
My latamy! :) Piękne zdjęcie Ewy Kiec

Pokonaliśmy oba podbiegi, dalej tempo poniżej 3:20 min/km. Podaję tutaj tempa z Polara ponieważ nie łapałem międzyczasów przy chorągiewkach. Na moście wiało jednak z boku, wymęczony podbiegami złapałem się Krzyśka, który teraz chyba testował mnie. Skończył się most. A za mostem niezastąpiony Kuba Wiśniewski ze swoim megafonem (albo ja już miałem ciemno przed oczami i to nie był megafon). Krzyczał, dopingował, zagrzewał do walki. W całej analizie trasy nie ogarnąłem jednego. Że do samego zakrętu w lewo cały czas jest pod górę. Powiem Wam, że miałem dość. Kontrolowałem tempo. Wiedziałem, że będzie życiówka. Ale Liczyłem na 3 bardzo łatwe kilometry. Kilometry z wiatrem w plecy, kilometry finiszowe. Niestety było ciężko. Chciałem biec nawet 3:10 – 3:15, nie było takiej opcji.

Za mostem skręciliśmy w lewo i do mety został kilometr. Krzysiek przyspieszył, ja wisiałem na plecach. Jak taki pies, który się przyczepił. Szczerze, to aż mi chwilami głupio było. Ale zwyczajnie nawet nie byłem w stanie dać zmiany. Wbiegliśmy na kostkę brukową i to był mój koniec. Zupełnie mnie poskładało. Byłem strasznie wykończony, spięty, ledwo wyprowadzałem kolejne kroki. Modliłem się o koniec. Krzysiek zaczął mi odskakiwać, nie byłem w stanie skontrować.

Skończyła się kostka i pojawiła się Edyta Duklanowska. Najlepszy kibic 12. PZU Półmaratonu Warszawskiego. Krzyczała, biegła ze mną, dopingowała, cuda wyprawiała! Dziękuję Ci Edyta, Twój doping zapamiętam na długie lata! :) W końcu zakręt w prawo w Senatorską. Szpaler ludzi, pełno kibiców. Widzę zegar, uśmiecham się. Biegnie mi się ciężko, ale szczerze, to już nie daję z siebie wszystkiego. Cieszę się chwilą, biegnę po nową życiówkę. Po wynik na który czekałem od dwóch lat. W końcu coś się ruszyło. W końcu widzę, że trening przynosi rezultaty. Unoszę ręce do góry i koniec. 1:09:29. 27 sekund lepiej niż w 2015 roku.

Zawsze w takim momencie padają pytanie, co by było gdyby? Czy dało się szybciej? Nie wiem. Pobiegłem optymalnie, co pokazuje wykres pulsu. Nie miałem nawet jednego kilometra kryzysu. Na pewno nie wyjechałem się tak jak w 2015 roku. Z drugiej strony mogę powiedzieć, że był to bieg optymalny. Idealne tempo, intensywność, idealna pomoc ze strony Krzyśka. Na pewno byłem zmęczony treningiem, ale nikt nie wie co by było gdyby… Zresztą to nie jest szczyt moich marzeń. Więc cieszę się cholernie, idą dalej i mam nadzieję, że już niedługo będę cieszył się z czasu <1:09

Adidas Runners Warsaw
Adidas Runners Warsaw

Po jakimś czasie odnajduję Kasię. Dla niej to również był świetny bieg. Biegła 10 km treningowo, ale wykręciła taki czas, że aż nie mogłem uwierzyć. Pewnie u niej będziecie mogli o tym poczytać. Razem w dobrych humorach korzystamy z masażu sportowego. Jeszcze dowiaduję się, że zostałem najszybszym blogerem :D Odbieram statuetkę. I powoli kieruję się do domu. W końcu praca zakończona, czas zacząć świętowanie!

W tym miejscu chciałem podziękować wszystkim za doping i wsparcie. A od siebie przeprosić osoby, z którymi nie udało mi się porozmawiać, albo zrobić zdjęcia. Naprawdę chciałbym z każdym, ale nie zawsze mogę albo mam czas. Później mam kaca moralnego. Dziękuję i mam nadzieję, że jak nie w niedzielę, to następnym razem się uda. Uwielbiam biegać w Warszawie bo naprawdę czuję się tutaj jakbym biegł na własnym podwórku. Dziękuję również firmom, które mnie wspierają. Adidas, który nie tylko zapewnia mi wsparcie sprzętowe, ale również dzięki któremu poznałem masę wyjątkowych osób! Oraz LightBox, bo dzięki nim nie dość, że w końcu regularnie jadamy z Kasią posiłki, to jeszcze zyskaliśmy dodatkowy czas dla siebie (i kotki :) ).

I ostatnie, ale może i najważniejsze. Naprawdę jestem szczęściarzem, że mam w koło siebie osoby, które mnie wspierają. I na pewno czasem mają dość treningów, diety czy moich wystających żeber ;) Ale mimo wszystko są ze mną i trzymają kciuki. Cieszę się, że mogłem sprawić rodzicom trochę radości i obiecuję już częściej startować (chociaż wiem, że mama na Wings for Life już zrobiła zapas środków uspokajających, który starczy jej na rok). O mnie jest głośno, ale Paweł w tym roku biega również na swoim życiowym poziomie. Razem powalczymy o wynik w maratonie i również zobaczycie Pawła w Wings for Life. I trzymajcie za niego kciuki, bo gwarantuję Wam, że drugi Olszewski również może pojawić się na samym szczycie listy wyników. I cieszę się, że Kasia wraca do biegania co raz mocniejsza. To był naprawdę trudny okres. Czas walki z kontuzjami, niepewnym jutrem. Wszystko wydaje się być na dobrej drodze i jestem przekonany, że razem dopiero zaczynam się rozkręcać w tym roku. Trzymajcie za nas kciuki i do usłyszenia w kolejnej relacji. Już za dwa tygodnie. Po maratonie…

Coś dla fanów wykresów. Tak wyglądał ten bieg. Tempo 3:17, Puls 168 (max 174), Kadencja 182
Coś dla fanów wykresów. Tak wyglądał ten bieg. Tempo 3:17, Puls 168 (max 174), Kadencja 182

Fot: Ewa Kiec

More from Bartosz Olszewski

Obciążenia dokładaj stopniowo – rozwój biegacza na przestrzeni sezonów

Im więcej obracam się w środowisku amatorskich biegaczy, tym bardziej uważam, że...
Read More
  • kamilmnch1

    Gratulacje. Pamiętam jak na starcie Rosół przytoczył Twoje słowa, że jak jest się mocnym to i wiatr się pokona. Mimo wszystko dał się we znaki.

    • WarszawskiBiegacz

      Dawał, dawał. Ale moim zdaniem to nie były warunki, przy których nie dało się zrobić życiówki. Były dobre, szczególnie jak można było z kimś biec. Na pewno mogłem trochę sekund urwać, ale tylko trochę…

  • Ł.O.

    Zdjęcie w locie – „piękne zdjęcie” – to samo pomyślałem, gdy je zobaczyłem. I później Twój podpis :).

    • WarszawskiBiegacz

      Dzięki :)

  • Pau Ostaszewska

    Ostatnie 3 km to była dla mnie masakra… Ten most mnie wykończył, mimo, że i tak jestem żółwiem :D Gratulacje!

    • WarszawskiBiegacz

      No to już był ciężki odcinek. I tak szacun za walkę i, że dobiegłaś. To się liczy!

  • Tomasz

    hej, gratuluję wyniku. Ale patrząc na obiektywnie na międzyczasy oraz wynik końcowy to nie był to optymalny wynik. I na 10 km nie było 31:40 tylko 32:40:)
    Myślę że gdybyś pobiegł 5-8 km z Łukaszem Oskierko i potem przyspieszył to spokojnie złamałbyś 1:09. Tylko nie traktuj tego jako negatywnego komentarza bo wynik naprawdę mega super !

    • WarszawskiBiegacz

      Tomek, 31:40 był na zegarze. Napisałem, że się śmialiśmy, zegar był źle ustawiony. Przecież wiem, że nie pobiegłem 31:40.

      Co do wyniku. Przejrzyj międzyczasy pierwszych 100 zawodników i zobacz ilu miało równy bieg. To nie chodzi o taktykę, ale o warunki. Pierwsza część to zbieg i odcinek z wiatrem. Druga pod wiatr i z podbiegiem i kostkę brukową. O tym, że był optymalny ja dedukuję na podstawie pulsu, który dosłownie był jak od linijki na całej długości biegu. Więc intensywność się nie zmieniała.

    • Tomasz

      Bartku, profil trasy znam tylko dużo czytałem i też często analizowałem taktyki i wyniki. Wg mnie negative split działa i dlatego sądzę że masz potencjał przy idealnym rozłożeniu tempa na złamanie 1:09. Jest to nie do sprawdzenia bo nie da się odwzorować tych samych warunków i „dnia” aby pobiec ten sam dystans jeszcze raz i sprawdzić co jest lepsze. Jak tutaj analizowałem to jest jak zwykle i niezależnie od profilu trasy że większość się spala na pierwszych 5-10 km i potem zwalniają. Ja miałem tak zawsze że jak początek pobiegnę wolniej to potem z każdym kilometrem jest szybciej i kończy się życiówką. Ale z drugiej strony może za bardzo się na początku oszczędzam i mógłbym pobiec szybciej gdybym od początku ostrzej zaczął. A tętno nawet przy stałej prędkości mi rośnie a jak już biegnę negative split to nie ma innej możliwości.

    • WarszawskiBiegacz

      Ja nie przeczę, że Negativ jest zły. Wręcz przeciwnie, polecam go większości amatorów. Ale w ty biegu, w moim położeniu i przy tym co działo się na trasie, zwyczajnie by nie zadziałał.

      Ps – Karolina Nadolska, rekord Polski, druga dycha minutę wolniej. W tym samym czasie Kenijka w Pradze, rekord świata, druga dycha 1:20 wolniej!!! I dalej chce się upierać, że zawsze Negativ zawsze działa? A Kenijka mogła dużo szybciej, ale źle pobiegła taktycznie? Przecież to fenomenalny rekord świata i moim zdaniem wycisnęła z biegu każdą sekundę, gdyby wolniej zaczęła zwyczajnie nie nadgoniłaby straconego czasu.

    • Tomasz

      Ok, nie był to żaden zarzut z mojej strony i tak tego nie traktuj. Szacun za wynik i w ogóle za bloga/relacje. To tylko moje rozważania :)

      Ps – Wiem, że wiele rekordów (pewnie nawet większość) padła przy wolniejszej drugiej połowie lub 1/4 tylko zawsze jest rozważanie co by było gdyby… ale nie da się odtworzyć tych samych warunków i za powiedzmy tydzień/dwa pobiec inaczej i sprawdzić bo przy biegach na tym poziomie tzw. dyspozycja dnia może odegrać rolę czy cokolwiek innego.

      Jeszcze raz gratuluję życiówki !

    • WarszawskiBiegacz

      Nie, spoko. Zwyczajnie chciałem tylko się ustosunkować. Rzeczywiście były biegi, które przeszarżowałem. Ale PW2017 z mojego punktu widzenia akurat pobiegnięty w punkt :)

  • Jarek

    Jeszcze raz Wielkie Gatulacje!!!. Dla mnie jestes fenomenem w tym co robisz. Podnosisz się jak Michael Jordan w swoich najlepszych czasach . Trzymaj tak dalej . Życiówka w maratonie murowana ;-)

    • WarszawskiBiegacz

      Obym tylko nie zaliczył Flu Marathon ;)

  • Błażej Wyka

    Brawo Bartek! Dla mnie póki co to prędkości kosmiczne…. Mi w Poznaniu udało się też zrobić życiówkę – między innymi dzięki Twoim radom:) Z czasu 1:23:11 zszedłem na wynik 1:18:29. Fakt faktem niewiele to już ma wspólnego z przyjemnym bieganiem (no chyba, że pierwszych parę kilometrów), ale satysfakcja jest ogromna:) Jeszcze raz gratuluję!!!!!!

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję i wzajemnie!

  • Bartek gratuluję nowej życiówki! Brakowało mi Twoich relacji z biegów, na których walczyłeś o nowe życiówki. Z niecierpliwością czekam i trzymam kciuki za Wings For Life.

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękuję i pewnie jeszcze z maratonu będzie po drodze :)

  • mirek99

    Świetny wynik. Uczciwie z Twojej strony, że doceniasz swojego kompana biegowego i widzisz również jego udział w swoim sukcesie. Nawet miałem przyjemność przybić sobie z Tobą piątkę i Ci pogratulować parę minut po przekroczeniu mety :) Mi też się udało pobić swój rekord o ponad 8 minut, finiszując poniżej 1:15. Powodzenia na 42,195, gdziekolwiek to będzie.

    • WarszawskiBiegacz

      No pewnie, że doceniam, bo bez niego bym tego nie nabiegał. Super się razem biegło!

      Gratulacje dla Ciebie, super czas!

  • Weronika Rzymska

    To ja dziękuję za zdjęcie, jeszcze raz gratuluje! Miło było spotkać :)

    • WarszawskiBiegacz

      Nie ma za co. Dziękuję! :)

  • Karo

    Rety jaka podniosłość i nadzieja na końcu posta :) powiem Wam, że po PW czuję się podobnie, mimo, że dobiegłam prawie na samym końcu :P ale ja jestem dopiero na początku mojej przygody z bieganiem i wiem, że jeszcze się rozkręcę :P Bartek i Kasia wielkie gratulacje :) dziękuję, że jesteście super inspiracją i motywacją do trenowania :) no, a co do dopingu Edyty to mogę tylko potwierdzić, bo jest wspaniałą trenerką :) mimo, że odstawałam od grupy na zajęciach w ARW to ona została ze mną i czekała na moje ostatnie wymęczone interwały i nie dała skończyć wcześniej :) też mogę powiedzieć, że czy to wirtualnie czy to w realu otaczają mnie sami wspaniali ludzie :) i tym pozytywnym akcentem kończę mój komentarz :D

    • WarszawskiBiegacz

      Dziękujemy bardzo i do zobaczenia gdzieś na biegowych ścieżkach, na zawodach albo w ARW :)

  • Dagmara Handzlik

    Jeszcze raz gratuluję życiówki! Najszybszy bloger teraz już oficiajnie:) Brawo!

    • WarszawskiBiegacz

      Hehe, dzięki! :) A już byłem, na maratonie :D Wtedy wygrałem kijek do selfie, zajebisty! :)

  • Michał Krawucki

    Cześć Bartek,pod wykresem napisałeś że kadencję miałeś 182 kroki, a jeżeli to nie tajemnica to jakie odchylenie pionowe i czas kontaktu z podłożem?

    • WarszawskiBiegacz

      Nie ma pojęcia, nie mam takich danych. To chyba Garmin je dostarcza, ja biegłem z Polarem.

  • WarszawskiBiegacz

    Ehhh, ok, będę się uczył. Coraz szybciej! :)

  • Pingback: 12. PZU Półmaraton Warszawski - relacja część 1 - warszawskibiegacz.pl()