12. PZU Półmaraton Warszawski – relacja część 1

półmaraton warszawski

Zbieram się do tej relacji od kilku godzin, chyba już butelka wina poszła :) A tak serio, ostatnio poważną relację pisałem niemal rok temu, wyszedłem z prawy. Nie wiem jak zacząć. Siedzę i zwyczajnie cholernie się cieszę, że wróciłem i dalej jestem w stanie poprawiać swoje wyniki. Wiem, że stać mnie na więcej, wiem, że dalej mogę rozwijać się sportowo. Powoli wychodzi zakończenie, mówiłem, że wyszedłem z wprawy :D

A więc zacznijmy od początku. Jeszcze w lutym nie planowałem tego startu. W ogóle przygotowanie się do tych zawodów uznałem za nierealne. Jednak z dnia na dzień biegałem co raz lepiej. Bardzo dobrze wychodziły mi treningi na bieżni mechanicznej, świetnie przepracowałem zimę. Gubiłem też wagę, poprawiłem trochę dietę. Zaniedbałem tylko ćwiczenia ogólnorozwojowe. I tak w końcu postanowiłem się sprawdzić. Poszedłem na bieżnię tartanową i udało się złamać 33 minuty. Później wypad do Hiszpanii i świetna robota treningowa na naprawdę wysokich prędkościach. Wysokich jak na mnie. Po Hiszpanii miałem dołek, ale uznałem, że zwyczajnie organizm musi odpocząć.

Półmaraton Warszawski mimo wszystko miał być przystankiem. Przystankiem w drodze do Wings for Life. Więc treningu nie odpuszczałem. W weekend poprzedzający bieg przebiegłem łącznie 70 km. Poniedziałek 20 km, wtorek 4×3 km w tempie półmaratonu (po tym treningu wiedziałem, że mogę spokojnie atakować 1:10) i środa 20 km. Więc w czwartek na 12 kilometrowym rozbieganiu miałem betonowe nogi. Piątek wolne i sobota już lekko i przyjemnie. Tak wyglądał mój „tapering” przed startem.

Było zimno :D
Było zimno :D

Po tym długim wstępie czas przenieść się na start. Na Plac Teatralny docieramy godzinę przed startem. Było zimno, naprawdę zimno. Nie spodziewałem się, że po wyjściu z samochodu będziemy szli tak skuleni. Oczywiście cały rytuał, toaleta, zakładanie butów, toaleta, przypinanie numeru startowego, toaleta itd… Do startu pozostaje 30 minut, czas ruszyć na rozgrzewkę. Od początku biegnie mi się bardzo dobrze, spotykam wielu znajomych, wiele osób, które znają mnie. Pozdrawiamy się, życzy powodzenia. Zerkam na zegarek, tempo 4:00 min/km, rozgrzewka, nieźle! Zrobiłem dwa kilometry, kilka przebieżek. Chciałem jeszcze zrobić kilka wymachów, skipów, ale dla pewności wolałem stanąć w kolejce do toi-toi. Na starcie byłem kilka minut do startu. Czekali tam już moim rodzicie, którzy zawsze kibicują nam na zawodach. Był Paweł z jakąś śmieszną chorągiewką na plecach, ale on wczoraj był zającem :D Była Kasia, zmarznięta i skulona. Chyba już wszyscy chcieliśmy wystartować. W ostatniej chwili zrzuciłem dres, życzyliśmy sobie wszyscy powodzenia i poszedłem ustawić się w pierwszej linii. Jeszcze „Sen o Warszawie”, jak zwykle chwila wzruszenia, odliczenia i bum! Ruszyliśmy, 21 kilometrów 97 metrów przed nami. Trochę ponad godzina walki, na którą pracowało się miesiącami.

Pierwszy kilometr jak zwykle bardzo szybko. Absolutnie się nie wyrywałem i trzymałem na ogonie grupy zawodniczek prowadzonych przez Łukasza Oskierko. Tempo, około 3:13 min/km! Drugi kilometr już znacznie wolniej, 3:20. Wiedziałem, że Łukasz prowadzi w tempie 3:18-3:20. Po trzecim kilometrze zdecydowałem, że dla mnie to za wolno. Wiedziałem, że mogę pobiec szybciej. Czułem się dobrze, stwierdziłem, że warto zaryzykować. Lekko przyspieszyłem i powoli oddalałem się od Łukasza. Modliłem się tylko o jedno, żeby było z kim biec. Żeby ktoś na to przyspieszenie odpowiedział i dołączył do mnie na resztą dystansu. Już tak sobie biegałem samotnie przed peletonem i wiem jak to się kończy. Do tego mam świadomość, że od wbiegnięcia do Łazienek Królewskich zdecydowanie większa część biegu będzie pod wiatr. Na szczęście widzę obok siebie Krzyśka Wasiewicza. Znamy się z warszawskich biegów. Zamieniamy ze sobą słowo, tempo nam pasuje. Bieg układa się idealnie. Ciśniemy!

Po pięciu kilometrach nie czuję żadnego zmęczenia. To był łatwy odcinek. Z wiatrem, równa szeroka droga. Wiem, że dalsze strefy miały dość ciasno na Krakowskim Przedmieściu, ale mi bieg układa się pięknie. Jeszcze zbieg na Belwederskiej. Relaksuję się i czekam na te znienawidzone Łazienki. Piękny park, polecam każdemu. Tym bardziej, że poza milionem wiewiórek, które są rozpuszczone jak dziadowski bicz, pawiami, karpiami monstrum, możemy teraz spotkać tam również sarny. Ale kręcenie tam tysięcy pętelek potrafi się znudzić. Do tego fragment w Łazienkach był kręty, bardzo wybijał z rytmu. Staraliśmy się utrzymać tempo i w sumie nam się to udawało. Ale kosztowało nas to dużo wysiłku. Później kanałek. Kultowy kanałek, ale ponownie ciężki odcinek. Ciężko było wejść w rytm, dużo się działo. Wybiegając z kanałku, po ósmym kilometrze byłem mocno zmęczony. Trzy kilometry wystarczyły, żebym zaczął lekko wątpić w tempo jakie narzuciliśmy.

Były pozdrowienia, to znaczy, że jednak biegłem z rezerwą ;)
Były pozdrowienia, to znaczy, że jednak biegłem z rezerwą ;)

Kolejne kilometry były pod wiatr. Tutaj olbrzymią pracę wykonał Krzysiek, który nic sobie z tego nie robił i trzymał równe, mocne tempo. Jednak biegliśmy pod wiatr, a tempo cały czas nie spadało. Zerknąłem też kilka razy na zegarek. Puls miałem cały czas identyczny. 168-170, idealnie w punkt, idealnie na progu. Jeżeli jestem dobrze przygotowany, muszę to wytrzymać. Minęliśmy stadion na Agrykoli i ruszyliśmy na Solec. Zbliżaliśmy się do 10 kilometra. Patrzę, a tam 31:42 :D Pośmialiśmy się trochę z Krzyśkiem, ewidentnie pokazywał równa minutę szybciej. Szkoda, że na mecie tak nie zostało :) Ale to był znakomity czas. To tempo na 1:09-1:09:10 Oczywiście już nie biegło mi się tak lekko, ale cały czas byłem w stanie trzymać odpowiednie tempo, rytm. Byłem w stanie w razie czego przyspieszyć.

O czym myśli się w takim momencie? U mnie zawsze jest to „byle do…”. Byle do 14 kilometra. Byle do 16, byle do podbiegu, byle podbiec. A poza tym nie myślę o niczym. Gapię się w plecy rywala, albo na trasę biegu, która wyłania się przede mną. I cały czas mówię sobie, że już niedaleko. Z tych myśli wyrwał mnie fragment na Solcu, obok centrum Adidas Runners Warsaw. Absolutnie bezstronnie mówię, że była to fenomenalna strefa kibicowania, dawała kopa. Chyba bardziej atmosfera udzieliła się Krzyśkowi niż mi, bo na 100 metrów zerwał się jak przed finiszem :) Emilka, dzięki za doping, robiłaś hałas! :) Minęliśmy centrum, i żwawym krokiem dobiegliśmy do mostu Świętokrzyskiego. Tam się naprawdę zaczęło robić ciekawie. Tam zaczął się bieg, bo nie oszukujmy się, do tej pory to była rozgrzewka. Ale o tym poczytacie jutro. Do usłyszenia!

Relacja, część druga.

 

More from Bartosz Olszewski

Tempo maratońskie a trening

Moim zdaniem jeden z najlepszych treningów w trakcie przygotowań do maratonu. Świetnie...
Read More
  • ChargerX

    Dajesz ciąg dalszy, dajesz! :)

    • WarszawskiBiegacz

      Zawsze ta niecierpliwość :)

  • pkowal

    No to rozgrzewkę mamy za sobą…😉 teraz czekamy na bieg główny i schłodzenie!👍

    • WarszawskiBiegacz

      Schłodzenie to dopiero w maju :D

  • Karo

    Widziałam Kasię (potwierdzam zmarzniętą i skuloną :P) przed startem w kolejce do kibelków, ale przechodziłam szybko z mężem i uznałam, że to tak głupio się witać tuż przy kiblach xD xD następnym razem podejdę i chociaż powiem „Powodzenia” albo coś :P

    • WarszawskiBiegacz

      A to najlepszy tekst, serio. Bez gadania „Powodzenia Kasia”, „Powodzenia Bartek”. Wiesz, że ktoś Ci kibicuje i to motywuje! :)

  • Maciej Kaniewski

    Fajna życiówka, super występ Bartek. Trochę szkoda mi Szymona Kulki. Przegrać „pudło” w półmaratonie o kilka metrów musi ciutkę boleć, czyż nie? Tak czy siak, potencjał obydwu wymienionych dżentelmenów ogromny. Czekamy na maraton kolego 😉💪

    • WarszawskiBiegacz

      Na pewno zadowolony nie był, ale wykręcił super czas. Robi postępy więc jednak chyba się cieszy :)

  • tomek

    Bartek – zrob update zyciowek :)

    • WarszawskiBiegacz

      Ok, ok :)

  • kamilmnch1

    Wczoraj z kilku względów odbyłem solidny trening. Lepszy podczas zawodów niż samotnie. Udało się choć zabrakło mi sił na ostry atak na ostatnich km. Jestem ciekaw jak było u Ciebie za mostem :)

  • Pingback: 12. PZU Półmaraton Warszawski - relacja część 2 - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Podsumowanie tygodnia 10/2017 #15 - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Tydzień 13/2017 #18 – czy ja naprawdę biegłem półmaraton? - warszawskibiegacz.pl()

  • Pingback: Schrzaniłeś trening, i co dalej… ? - warszawskibiegacz.pl()