10 faktów z Wings for Life w Kanadzie, o których nie macie pojęcia.

O tym biegu powiedziałem już wszystko, PRAWIE wszystko. Ale ogólnie same nudy. Więc dziś postanowiłem powiedzieć coś ciekawego, rzeczy o których mało kto wie, albo nie wie nikt. 10 faktów z WfL Niagara Falls, o których prawdopodobnie nigdzie nie czytaliście i o których nie macie pojęcie.

  1. Zawodnik z Kanady postanowił się załatwić na 11 kilometrze, mówimy tutaj o sikuaniu. Cała sztuka polegała na tym, że on to zrobił biegnąc! Poprosił mnie tylko, żebym zasłonił go przed kamerą. Nie mam pojęcia jak on to zrobił, ale od tej chwili był dla mnie bohaterem :) Nie zwolnił nawet o sekundę i na szczęście nie dostałem rykoszetem.
  2. W tym samym czasie biegacz z USA również postanowił się załatwić, jednak wskoczył na 15 sekund do ToiToia :) Po toalecie dogonił nas w jakiś kilometr. Musiał biec poniżej 3:30 min/km. Nie było to rozsądne…
  3. Po 45 kilometrze nie było punktów z wodą. Ale organizatorzy znakomicie sobie poradzili. Jechali samochodem, zatrzymywali się w odpowiednim miejscu i podawali mi wodę. Następnie zwijali wszystko i jechali 5 kilometrów dalej. Trochę się najeździli…
  4. Wings for Life Niagara Falls to był bieg po kompletnej „pustyni”. Pierwsze 8 kilometrów przez Niagara Falls, bardzo ładnie. Następne 8 kilometrów wzdłuż rzeki oraz pięknych willi. A następne 66 kilometrów po drodze rodem z amerykańskich filmów. W koło nic, tylko przestrzeń. Czasem jakiś dom, czasem ktoś stanął przy trasie. Ogólnie nie działo się nic a jedynym urozmaiceniem był punkt z wodą co 5 kilometrów, ruchomy :D
  5. Moja dieta dzień przed biegiem była fatalna. Trzymałem się jeszcze do wieczora, ale później popłynąłem… Duży stres, emocje i brak dostępu do sprawdzonych potraw spowodował, że jadłem co pod ręką. I tak na kolację „ładowałem” się naczosami Dorritos (nie jem w ogóle chipsów, ale Dorritos uwielbiam!), opakowaniem M&Ms a to wszystko jeszcze popiłem piwem. Myślałem, że jest bezalkoholowe, ale Light oznaczało, że ma 3.5% ;) A rano podjadałem frytki z Kasi talerza. Do naleśników zalanych szklanką syropu klonowego…
  6. Przed startem zmagałem się z poważną kontuzją, do ostatniej chwili ten start stał pod znakiem zapytania. Dwa tygodnie przed nabawiłem się silnego zapalenia przyczepu mięśnia czworogłowego do rzepki. Na tyle mocnego, że nie byłem w stanie truchtać nawet 100 metrów, ukucnąć czy zgiąć nogi… Tak naprawdę po 10 dniach leczenie ból przestałem odczuwać w piątek przed biegiem.
  7. W sobotę, dzień przed biegiem, biegało mi się fatalnie. Nie mogłem zejść do prędkości 4:00 min/km. Nogi miałem jak z kamienia, spięty, zmęczony. Naprawdę po tym treningu miałem czarne myśli.
  8. Na mecie pomylili zwycięzców a biegnący na trzecim miejscu Kanadyjczyk pomylił trasę! Ogólnie w Kanadzie był to mały bieg, nikt tak do końca chyba nie ogarniał po pewnym czasie co się dzieje. Podobno Kanadyjczyk został w pewnym momencie sam. Nie było nikogo przed nim, ani za nim. No i skręcił nie tam gdzie trzeba… Na szczęście jakoś się odnalazł, bo do dziś mógłby błądzić po tej pustyni.Natomiast na metę przyjechał zawodnik z Turcji. Biegł cały czas na czwartym miejscu. Ale na mecie myśleli, że wygrał. Chyba nawet wręczyli mu puchar, ale szybko zabrali. Najbardziej w tej całej sytuacji zdziwiony był sam zawodnik. No i Kasia :)
  9. Po biegu, kiedy wsiadłem do samochodu, chłopaki z RedBulla poczęstowali mnie paczką M&Ms. W ich rozmiarze, było pół kilograma. Jakie było ich zdziwienie, kiedy po dosłownie kilku minutach oddałem im pustą paczkę :D
  10. Największą bohaterkę tamtego dnia była Kasia. Na start wyjechaliśmy ok. 5 rano natomiast na mecie byłem po 14:00. 9 godzin „kibicowania”, bo tak naprawdę na miejscu nikt nie wiedział co się dzieje, transmisja była fatalna. Więc Kasia kursowała między restauracją po kawę i metą, po drodze łapiąc WiFi. I tak 9 godzin czekania! Do dziś nie spłaciłem długu za takie poświęcenie. Ale podobno w Mediolanie mają ładne torebki :D 

To tyle. Na siłę mógłbym wymieniać dalej, niektóre nie mogą wyjść na jaw :) Mam nadzieję, że we Włoszech będzie spokojniej.

A Wam polecam dzisiejszy tekst Kasi, 10 powodów dlaczego nie mogę już słuchać o Wings for Life. Rozwaliła system, a czytając go, sam się uśmiałem do łez. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona ma rację :D

More from Bartosz Olszewski

Gdzie biegamy?

Zastanawialiście się kiedyś, gdzie biegamy w największych miastach? Jakie lokalizacje wybieramy, gdzie...
Read More
  • czajek

    Dorritos <3

    • WarszawskiBiegacz

      We Włoszech nie mieli :(

  • Mateusz

    Jak zwalczyłeś kontuzję, zmagam się z tym samym już prawie miesiąc? Fizjo niewiele pomaga :/

    • WarszawskiBiegacz

      U mnie to było zapalenie. Silnymi środkami przeciwzapalnymi, to chyba był Diclofenak.

  • Albert Ratajczak

    O punkcie pierwszym chyba wspomniałeś w relacji z zeszłorocznego wingsa. Tak mi się kojarzy, że już czytałem o tym 😉

    • WarszawskiBiegacz

      Pewnie coś tam się przewijało :)